Bardzo długie wypatrywanie nowego albumu Hell-Born wreszcie dobiega końca! Po udanym przedsmaku tego, co nas czeka, czyli wydanym w 2019 roku splicie Hellbound Hearts popełnionym we współpracy z Offence, światło dzienne ujrzy w końcu Natas Liah – pierwszy od blisko trzynastu lat studyjny longplay zespołu, niezmiennie dowodzonego przez Baala Ravenlocka oraz Lesa, dodatkowo wspieranych przez doskonale znanego na polskiej scenie Diabolizera. Jak zwykle w takich przypadkach stawiane jest pytanie: czy było na co czekać?
Poprzedni rok dla fanów polskiej ekstremy zakończył się bardzo dobrze, od rozpoczęcia nowej dekady ciężko wymagać wiele więcej. Przy okazji recenzowania (link) wspomnianego splita zaznaczyłem, że Hell-Born znajduje się w znakomitej formie. Nie widzę innej możliwości niż podtrzymanie tej opinii. Natas Liah jest po prostu wyborny i można go jednym tchem wymieniać obok najlepszych dokonań zespołu. To znakomity ublackowiony death metal, brutalny i masywnie brzmiący (ach ten bas w Son of Earth), a przy tym niepozbawiony uzależniającej melodyki. Zespół co rusz atakuje potężnymi, wgniatającymi w podłogę riffami, wspomnianymi już melodiami (posłuchajcie chociażby takiego Ye Olde Woods Devil lub wymienionego wyżej Son of Earth) czy ładnymi melodyjnymi solówkami (znakomity Uroboros, The Butcher, Blakk Metal). Nowy krążek zespołu wypada również ciekawie pod względem tempa – wprawdzie większość Natas Liah jest pod tym względem utrzymana w średnich rejonach, to zdarzają się też fragmenty znacznie szybsze, co zapobiega monotonii. Słucha się tych dziewięciu utworów z niekłamaną przyjemnością, bez problemu wprawiają słuchacza w ruch i naprawdę bardzo chciałbym sprawdzić, czy ten koncertowy potencjał drzemiący w tym materiale ziści się kiedyś na jakiejś trasie promującej.
Są tu też niestety partie, które podobają mi się ciut mniej. Konkretnie dwie. Na pierwszy ogień idzie dobry, ale jednak odstający od reszty Blakk Metal z gościnnym udziałem Nergala. Dla mnie ten kawałek to potencjalna koncertowa petarda, jednak nie da się ukryć, iż jest skomponowany prościej od pozostałych wałków, przez co ta – jak to żartobliwie o niej mówię – miłosna piosenka dla black metalu może pozostawiać lekki niedosyt. W końcu mi siadła, choć potrzebowałem do tego kilku sesji z Natas Liah, no i jak już zauważyłem – na żywo to może być absolutna bomba. Troszeczkę zgrzytnąłem też zębami, słysząc ponownie wydany na Hellbound Hearts Soulrape delikatnie różniący się od pierwotnej wersji brzmieniem, choć jestem w stanie zrozumieć taką decyzję, bo numer jest bardzo dobry i teraz zapewne trafi do większego grona odbiorców.
Odpowiadając zatem na pytanie zadane we wstępie, zarówno sympatycy Hell-Born, jak i fani death i black metalu zdecydowanie mieli na co czekać. Mimo upływu lat zespół trzyma wysoki poziom jak dawniej. Ktoś powie, że nuda i że nic nowego? Może i nic nowego, ale z jakim polotem. Baal i Les robią po prostu to, w czym zawsze byli dobrzy – i chwała im za to, bo Natas Liah z pewnością dla polskiej ekstremy będzie w tym roku punktem odniesienia.
Ocena: 9/10
Hell-Born na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026

