Site icon KVLT

Hellias – „Blind Destiny” (2024)

Po przesłuchaniu kilku mniej lub bardziej rozczarowujących (z dwoma wyjątkami) nowości wracam do odgrzewania klasyków. Thrashing Madness Productions dba bez ustanku, by w tej materii coś się działo i co rusz proponuje nowe/stare materiały. Dziś zasiadłem do płyty, której nagrania rozpoczęto w majówkę 1993 roku w Gamma Studio w Krakowie. Mowa o płycie Blind Destiny zespołu Hellias.

Blind Destiny to drugi pełny album tej kapeli. Wszystkie te matexy posiadają już status kvltowy i nad tym raczej nie ma co dużo dywagować. Thrash/heavy metalowa załoga wystartowała w końcówce lat 80., załapując się na ostatki thrashowej manii i dając od siebie nową jakość na naszej scenie. Opisywany album wydany został w 1993 roku, czyli już w czasie, gdy wszyscy kierowali swój wzrok w kierunku „nowego” szaleństwa w postaci death metalu, i zapewne nie dostał tyle miłości, ile powinien. Dziś różnorodność gatunkowa jest czymś normalnym, kiedyś mody uderzały mocniej, zgniatając tych, którzy za nimi nie nadążali. Nie zmienia to absolutnie faktu, że Hellias nagrał album potężny, który ze srebrnego krążka brzmi po prostu zajebiście. Zawodowy thrash metal ubarwiony kilkoma zwolnieniami kipi witalnością, jadem i pięknym, staroszkolnym podejściem do tematu. Riffy – mieszanka wpływów sceny Bay Area z naszym polskim, tradycyjnym gniewem – proponują bardzo rytmiczne i agresywne rozwiązania, co w połączeniu z dobrymi partiami sekcji rytmicznej momentalnie zmusza do podrygiwania w ich takt. Słychać tu inspiracje muzyką Testament, Metalliki (okresu Ride the Lightning), Coronera czy naszego Kata (pewnie dlatego, że Kat także silnie wzorował się na starym Testamencie).

Materiał jest bardzo urozmaicony. Rozpoczynają go utwory szybsze, przechodzą w bardziej miarowe, a następnie w coś na kształt nawet balladowy. Zabiegi te dają płytę bogatą i pozbawioną monotonii. Wokalista Piotr Foreman Forys atakuje słuchacza swoim gniewnym krzykiem, ale na nim się nie zamyka, modulując głos na wiele sposobów i próbując nawet śpiewać, co dodaje całości dodatkowego kolorytu, a że płyta do najkrótszych nie należy, to zabieg ten uważam za jak najbardziej wskazany.

Jako bonus wytwórnia dołożyła cztery utwory w wersji live nagrane podczas Live Invasion Tour w 1990 roku w Chełmku. Utwory brzmią zaskakująco dobrze, nie ranią uszu sprzężeniami czy innymi „kwiatkami”, których by można się spodziewać po ówczesnych próbach recordingu koncertów, kiedy najnormalniej brakowało przyzwoitego sprzętu.

Blind Destiny to wyżyny polskiego thrashu. Gdy pominąć Kata, Dragon czy Wilczego Pająka nie pozostaje zbyt wiele kapel, które w tej materii mogą przychodzić do głowy, i uważam Hellias za band im równy. Sprawność muzyczna i dobre pomysły idą tu w parze z archaicznym soundem, który może burzyć budynki swą bezpośrednią mocą. Stanowczo polecam.

Hellias na Facebook’u.

Exit mobile version