Czekałem, czekałem, aż się doczekałem – w lutym belgijski Hippotraktor zaanonsował rychłe nadejście swojego drugiego pełniaka. Twórcy genialnego Meridian niewiele później przyatakowali promującym nowy materiał singlem Silver Tongue, który to początkowo nie do końca mnie usatysfakcjonował, jednak jeszcze bardziej mnie zaciekawił, co dowodzona przez Chiarana Verheydena załoga tym razem wymyśliła. Te mieszane wrażenia towarzyszyły mi przy pierwszych dwóch, może trzech odsłuchach całości Stasis, jednak nie minęło dużo czasu, a z radością zaakceptowałem fakt, że w tym roku królowa progresywnego metalu jest tylko jedna.
Najlepszy zarówno na tej płycie, jak i w całym katalogu zespołu Descent od pierwszych sekund wykłada na stół wszystkie najlepsze aspekty progresywnej, podchodzącej momentami pod djent twórczości Belgów. Ciężkie fragmenty z pierdolnięciem godnym Ołeksandra Usyka i rozwścieczonym krzykiem znanego z Psychonaut Stefana de Graefa płynnie przechodzą w delikatniejsze partie ozdobione jego czystym wokalem, czasami dodatkowo wspieranym przez Sandera Roma, wściekłe gitary i perkusja tworzą pokręcone, połamane rytmy, a pogruchotany ciężarem ja natychmiast chcę wystawiać się na kolejne złożone z tych elementów strzały. Te zaś nadchodzą jeszcze chociażby w równie znakomitym The Indifferent Human Eye, mocarnym tytułowym Stasis i energicznym Renegade. Hippotraktor ma w zanadrzu również inne asy i w Echoes oraz pierwszej części Silver Tongue pokazuje swoje bardziej melodyjne oblicze – na szczęście z równie udanym skutkiem. Prawdę powiedziawszy, nie mam się na Stasis do czego przyczepić…
… a nie, byłbym zapomniał o wieńczącym krążek The Reckoning – to z powodu tego utworu na końcu niniejszego tekstu nie widnieje „dycha”. Utwór zamykający Stasis jest bardzo stonowany, powiedziałbym nawet, że za bardzo, i choć pasuje to do jego tematyki, to jednak sama kompozycja w zestawieniu z sześcioma petardami przed nią wypada bardzo blado i mało angażująco. Tym samym jest ona bardzo zauważalną rysą na diamencie wydanym przez Pelagic Records i uniemożliwiła mi wystawienie drugiemu albumowi Hippotraktor najwyższej możliwej noty. A szkoda, bo wyciągając krążek z paczki mocno na to liczyłem.
Nie zmienia to jednak faktu, że Belgowie po raz kolejny dostarczyli płytę, przy której wielokrotnie doświadczałem tak zwanego opadu szczeny. Zdecydowanie przeważająca większość płyty albo dorównuje nagraniom z Meridian, albo jeszcze je przebija, a wcale nie było to takie łatwe zadanie. Na utrzymanie tego niebotycznie wysokiego poziomu przez całość Stasis niestety nie starczyło zespołowi przysłowiowej pary. Jednak nawet ten najmniej udany The Reckoning nie jest kompozycją, której panowie powinni się wstydzić. Polecam tę płytę w opór, w tej gatunkowej szufladzie lepszej premiery w tym roku najprawdopodobniej nie będzie.
Ocena: 9/10
Hippotraktor na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: 2024, Hippotraktor, Pelagic Records, post-metal, Progressive Metal, recenzja, review, Stasis.






