Site icon KVLT

Hypermass – „Clouded Visions” (2015)

Norweski Hypermass to nie lada problem. Panowie podesłali swój debiutancki materiał, który dostał etykietkę „melodycznego death metalu, okraszonego black i thrash, z okazjonalnym dodatkiem progresji i jazzu”. Niewątpliwie brzmi to równie zaskakująco jak często padające w moim kierunku pytanie: „dlaczego nie jesteś wierzący ?”. Niemniej jednak postanowiłem sprawdzić czy w Trondheim po raz kolejny zdołało urodzić się coś co porwie mnie na dłuższy czas.

„Clouded Visions” to prawie 25 minut bardzo różnorodnych kompozycji. Rzeczywiście na opisywanej ep głównym prym wiedzie melodyjny death, który jest zagrany naprawdę zgrabnie i nie można odmówić muzykom umiejętności. Jednak czy muzycy wywiązali się z pozostałych obietnic? Tutaj już jest zdecydowanie gorzej. Jak długo bym nie słuchał tego materiału, tak niestety nie mogę doszukać się tutaj ani jednego odwołania do skandynawskiego black metalu, nie doznałem ani jednej thrash metalowej zagrywki, a tym bardziej nie usłyszałem nawet jednej progresywnej nutki. Co w takim razie otrzymujemy? Na najnowszym wydawnictwie norweskiego kwintetu wręcz wylewa się duża dawka dźwięków spod znaku metalcore/deathcore, którego pochodzenie można w ciemno przypisać Stanom Zjednoczonym. Tak więc dostajemy masę wrzasków, bujane rytmy, tony szybkich solówek i zwolnienia, które prawdopodobnie mają nas nastroić przed nieobecnym pierdolnięciem. Przywodzi mi to na myśl Caliban, The Black Dalhia Murder czy Maroon lecz w o wiele słabszym wykonaniu. I powiem szczerze, że nie słucha się tego aż tak bardzo źle lecz mam jedno, bardzo poważne zastrzeżenie – po co w takim razie reklamować pustymi hasłami materiał, który jest zupełnie inny od naszych oczekiwań i zapowiedzi ? Dla mnie jest to zupełnie bez sensu i stawia zespół w trochę niefajnym świetle. Bo chyba każdy byłby rozczarowany gdyby po otworzeniu Milki otrzymał ładnie opakowaną tabliczkę gorzkiego wyrobu czekoladopodobnego. Szkoda, bo chociażby w tytułowym „Clouded Visions” można usłyszeć, że muzycy mają wyobraźnie o muzyce, ale to chyba jeszcze nie ten moment by próbować zdobywać świat. To za co mogę pochwalić zespół to naprawdę ładne brzmienie i dobra produkcja ep, która została wydana własnym nakładem. Naprawdę ciężko zorientować się, że mamy do czynienia z materiałem nagrywanym w (uwaga) szkole.

Nie lubię przyznawać niskich ocen bo zazwyczaj są one odzwierciedleniem bardzo słabej muzyki. W przypadku Hypermass dostajemy niewkurwiające i możliwe do przesłuchania dźwięki, którym byłbym skłonny dać nawet 1,
a może i 2 dwie noty więcej, ale reklamowanie swojego wydawnictwa hasłami zupełnie nie adekwatnymi do zawartości jest po prostu w złym guście. Być może debiutancki album spowoduje, że dostrzegę masę zapowiadanych nawiązań. Jednak jeżeli mamy się skupić na tym co mamy tu i teraz to poczułem się rozczarowany,
a w ustach mam nadal gorzki smak taniej słodyczy.

Ocena: 4/10

Exit mobile version