Berlińskiej wytwórni Pelagic Records niewątpliwie los ostatnimi czasy sprzyja, gdyż kilka z jej największych klejnotów koronnych wypuszcza nowe albumy jeden po drugim. Końcówka ubiegłego roku to powrót fenomenalnego Psychonaut, niecałe dwa miesiące temu światło dzienne ujrzał kolejny krążek uznanego francuskiego Hypno5e, a już za miesiąc premierę będzie miał nowy longplay The Ocean. Pierwszemu z tych wydawnictw poświęcałem już na kvltowych łamach uwagę (recenzja), teraz czas na nową propozycję Francuzów.
Sheol to technicznie dziewięć, a w praktyce siedem (utwór otwierający i zamykający album podzielono na dwie części) kompozycji, które mogą imponować swoim zróżnicowaniem. Zespół nieustannie żongluje swoimi dwoma obliczami. Pierwsze z nich to ta cięższa, stricte metalowa, ocierająca się momentami o djent, strona Hypno5e. Technicznie nienaganna, z charakterystycznymi połamanymi rytmami, okraszona mocnym wokalem, odpowiednio dociążona i bujająca, jest tą zdecydowanie preferowaną przeze mnie częścią Sheol. Drugie oblicze jest znacznie łagodniejsze, zarówno w kwestii gry, jak i czystego śpiewu (jest np. niemalże w pełni akustyczny Tauca – Part I – Another). Jest go więcej, co nie przypasowało mi w stu procentach, choć te partie również mogę z pełnym przekonaniem określić jako udane.
Zadaniem Hypno5e było odpowiednie mieszanie muzycznych klimatów i z tej żonglerki Francuzi generalnie wychodzą obronną ręką, choć szczerze powiedziawszy wolałbym, gdyby proporcje ciężaru i lekkości były odwrócone lub co najmniej nieco bardziej wyrównane. Kilkukrotnie przyłapywałem się na tym, że czekałem na kolejne mocne uderzenie lub punkt kulminacyjny utworu (a w tych zespół jest fantastyczny – sprawdźcie chociażby Bone Dust czy Lava From the Sky). Na nudę przy odsłuchu Sheol jednak nie sposób narzekać, nawet pomimo pewnych schematów, obecnych w większości pozycji na trackliście (wspomniane wybuchowe punkty kulminacyjne w końcówkach utworów oraz liczne dłuższe partie czystego śpiewu w towarzystwie minimalnych instrumentacji).
Choć poprzednie dzieło Francuzów, A Distant (Dark) Source, siadło mi bardziej, to fanom formacji (a wiem, że takich nie brakuje) nową płytę ich ulubieńców również mogę polecić. Sheol to krążek nieco inny, może trochę bardziej eksperymentalny, jednak wciąż prezentuje jakość, do której Hypno5e przyzwyczaili nas podczas swojej długiej kariery, i stanowi kolejny cenny dodatek w tegorocznej progresywnej szufladce. Wszystkim nie znającym artystów, którzy go stworzyli, zalecam nieodrzucanie niniejszego wydawnictwa po pierwszym odsłuchu – w moim przypadku dopiero przy trzecim wrażenia stały się bardziej pozytywne. Warto więc dać zespołowi szansę… albo kilka.
Ocena: 8/10
Hypno5e na Facebooku
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: 2023, Hypno5E, Pelagic Records, Progressive Metal, recenzja, review, Sheol.






