Imperial Sin – „Reality Denied” (2023)

Niedawni debiutanci z rodzimego Imperial Sin powrócili. Po udanym Ritual Murder, w odświeżonym składzie i z logo wytwórni Szataniec w końcu nadszedł czas na album numer dwa. Jego tytuł brzmi Reality Denied, a premiera odbyła się dziś (17 marca). Byłem bardzo ukontentowany debiutem, słuchając go czułem, że muzycy podchodzą do tematu poważnie i profesjonalnie, dlatego nie było pytania, czy usłyszę kontynuację – pytanie brzmiało: „kiedy?”. Moment ten nadszedł i nieco uprzywilejowany odsłuchałem album przedpremierowo.

Zacznę od brzmienia. Materiał nagrano w Aurora Studio i uważam ten wybór za trafiony. Brzmienie dobrze współgra z muzyką i uwypukla jej zalety. Realizatorom udało się tak wyprodukować materiał, by brzmiał nowocześnie, klarownie, ale bez odarcia kompozycji z brutalności. Szczególnie podoba mi się sound perkusji, która wypada dynamicznie i nabija bardzo dużo energii do utworów.

Muzycznie natomiast uważam Reality Denied za realizację zamysłów, jakie zespół sobie założył na Ritual Murder. Materiał utrzymuje styl debiutu, idzie w podobnym kierunku, eksploatując go w jeszcze bardziej skutecznym stylu. Elementy black metalu i nowoczesne, wręcz djentujące riffy współżyją tu w pełnej symbiozie, dając specyficzny, ale jak najbardziej zjadliwy miks najczarniejszego z metali z podejściem iście modernistycznym. Muzycy nie boją się mieszać stylów, robią to cały czas, nie unikając nawet bardzo szalonych zestawień i wychodzi im to naturalnie i „zdrowo”. Kompozycje atakują słuchacza wieloma wpływami, sporą liczbą pomysłów, zmian tempa i urozmaiconymi wokalami. Wiele o płycie dowiadujemy się już na etapie jej otwarcia, dzięki miniaturze muzycznej noszącej tytuł Who Am I. Jest to dwuipółminutowe intro muzyczne, które doskonale pokazuje, co będzie się działo w dalszej części płyty. Wskazuje na zasięg inspiracji i zaskakiwania słuchacza. Po intrze atakuje singlowy High Pressure i klasyczne dla otwieraczy silne wejście z blastami i łamańcami gitarowymi. Całość płyty jest mocno kombinowana, muzycy manipulują słuchaczem, mieszając nie tylko wpływami, ale i emocjami, poprzez wykorzystywanie wolniejszych partii i klawiszy względem klasycznych, agresywnych pocisków. Jeżeli miałbym się doszukiwać różnic względem debiutu (poza oczywistym progresem aranżacyjnym), to postawiłbym na stwierdzenie, że zostało na Reality Denied wykorzystane znacznie więcej partii klimatycznych, mających nieco zmniejszyć pożar brutalności. Procent atmosferycznych wstawek jest większy, a nowy wokalista, Mateusz Sibila (kanał YT Sibila Extreme Vocal, Vishurddha, Evocator i wiele innych), skrzeczy, growluje, mówi, a nawet śpiewa, nadążając za kaskaderskimi pomysłami aranżacyjnymi gitarzysty Karola Lercha. Sekcja rytmiczna nie pozostaje w tyle, wybijając puls płyty oraz często podbijając pod riffy i zagęszczając atmosferę.

Reasumując. Dla szukających świeżości w metalu Imperial Sin niewątpliwie może stać się ciekawym projektem, za to lubującym się w czystości gatunkowej ortodoksom Reality Denied bym nie polecił, bo wywoła u nich ból głowy. Mam nadzieję, że na naszej dosyć konserwatywnej scenie odnajdzie się jak najwięcej fanów nie obawiaających się nowości. Płyta może się spodobać fanom wpływów black metalowych i tym, którzy łykają rzeczy gatunku szeroko pojętego djentującego modern metalu. Jak na nasz kraj, płyta prezentuje bardzo odważny kierunek i jestem ciekaw, jak dalej potoczą się jej losy. Osobiście serdecznie ją polecam.

Ocena: 9/10

Imperial Sin na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .