Site icon KVLT

In Cauda Venenum – “G.O.H.E.” (2020)

Dawno, dawno temu, słuchając projektu Norman Shores oraz Obscurite, ukułem sobie takie stwierdzenie, że francuski black metal to muzyka dla mniej wymagających. Klarowna melodyka i prosta konstrukcja, która nie wymaga instrumentalnej wirtuozerii. I tak mi zostało do dziś.

In Cauda Venenum to projekt złożony dobrą dekadę temu, ale spod ich skrzydeł wyfrunęły jak do tej pory jedynie dwa albumy. In Cauda Venenum w roku 2015 oraz G.O.H.E. z końcem roku ubiegłego. Mnie do tego drugiego zachęciła okładka, która ma niewiele do czynienia z blackową oklepaną i co tu dużo mówić – tandetną często stylistyką.

Krążek wydany został nakładem Les Acteurs de l’Ombre Productions i zawiera dwa kawałki po ponad dwadzieścia minut każdy. Żeby było jeszcze prościej, utwory noszą nazwy A oraz B, czyli jak na post black (bo takiego nurtu przedstawicielem jest trio z południowej Francji) nic dziwnego.

Nie dziwi, przynajmniej pozornie, mnogość stylistyki zawartej w obu utworach. Słuchając G.O.H.E., stwierdzam, że mamy tu wszystko. Od ostrego i surowego black metalu do jazzu włącznie. A wszystko to okraszone narracją prowadzoną jakby przez radiostację (co jako żywo przypomina mi wstęp do Chapter One projektu An Erotic End of Times i w ogóle relację z pierwszego lądowania człowieka na Księżycu).

Co do zasady jest jednak melodyjnie, raczej spokojniej w tempach a melodyka jest z gruntu rozpoznawalna. Również i wokal – stanowiący raczej coś w stylu krzyku przerażenia wydanego na „ostatnich sznurkach” – nie odbiega ani od mojej wizji francuskiego post black metalu, ani od kanwy gatunku. O ile ten gatunek ma jakieś konkretne ramy.

Tempa na obu kawałkach są zróżnicowane, ale przy tej długości utworów to nic dziwnego. Również i wspomniane wyżej „radiowe” antrakty zdarzają się i w środku numeru. Każdy z utworów jest trochę jak okładka płyty, niby spójny, ale podzielony. Niby stanowi całość, ale część jest z zupełnie innego świata. A to wtręty jazzowe (utwór A), a to smyczkowy posmak muzyki klasycznej (kawałek B), a wszystko to wymieszane w sosie z mocnej i dość szybkiej perkusji i dźwiękowej ściany gitar.

Niestety trochę ta muzyka jest jakby na siłę. Jak gdyby muzycy nie mieli konkretnego obranego kierunku, tylko na siłę próbowali zbudować sztuczną konstrukcję tak, żeby wydawała się skomplikowana, wysublimowana i będąca tworem ponadprzeciętnej erudycji.

No może i tak jest. Ale gdzieś na końcu ja znów wracam do mojego stwierdzenia. Fajne, ale bez polotu. Bez duszy. Bez pazura.

 

In Cauda Venenum na Fecebooku

In Cauda Venenum na Bandcamp

In Cauda Venenum w Encyklopedii Metalu

Ocena: 7,0/10,0

Exit mobile version