Postanowiłem nieco odpocząć od black metalowych wrzasków i deathowego łomotu bo z drugiej strony ile można? Zbyt częste dawkowanie ekstremalnych dźwięków jest o tyle zwodnicze, że po pewnym czasie może spowodować pojawienie się rutyny w czasie słuchania, a co za tym idzie uniemożliwia wychwycenie ukrytych na albumach smaczków. Co więcej, nigdy nie byłem jakimś specjalnym ortodoksem, który zapętla kolejne brutalne wydawnictwa. Poszukując muzyki, która pozwoli mi trochę odsapnąć i wprawi w stan dźwiękowego haju natrafiłem na najnowszy album niemieckiego Kadavar. Nie miałem nic do stracenia, tak więc postanowiłem sprawdzić czy mamy do czynienia z kolejną brodatą ekipą, która stara się koniecznie udowodnić, że tradycyjny hard/heavy metal nie umierał.
„Berlin” to trzeci album w dyskografii germańskich muzyków, który podobnie jak jego poprzednik („Abra Kadavar”) ukazał się pod banderą jednego z największy rockowych gigantów – Nuclear Blast. Na najnowszym krążku w porównaniu do dwóch pierwszych albumów znajdziemy mniej powolnych i wleczących się, a nawet wręcz transowych kompozycji wpisujących się w szerokie ramy heavy/occult metalu. Dostajemy jednak bardzo fajny, hard rockowy materiał, który stanowi idealne tło do zwiedzania stolicy państwa niemieckiego. Muzyka Niemców jest utrzymana w klimacie klasycznych już wykonawców w tej dziedzinie. Weźmy na przykład taki „Last Living Dinosaur”, który swoim otwierającym riffem, psychodelicznym solo i wręcz drepczącym rytmem przywodzi na myśl Black Sabbath czy Budgie. Innym razem możemy dostać kompozycje, których nie powstydziłaby się grupa Deep Purple czy Rainbow (mowa tu o „Filthy Illusion” czy „Into The Night”). Z kolei w „Lord of the Sky” słyszę niewielki ukłon w stronę Guns n’ Roses
z czasu ich wiekopomnego debiutu. W utworze „The Old Man” ciężko nie wyobrazić sobie starego człowieka siedzącego na berlińskim dworcu, który wspomina całe swoje dotychczasowe życie – ten utwór szczególnie przypomina mi wielkie rockowe opowieści, których nie powstydziliby się Ozzy Osbourne, Dio czy Led Zeppelin. Co do tych ostatnich, bardzo fajnie słychać nawiązania do „Houses of Holy” czy „III” w kawałku „Cricles in My Mind”. Nie oznacza to jednak, że Kadavar bazuje tylko i wyłącznie klasyce – Niemcy nie stronią od wycieczek do klimatów stoner czy southern rockowych, których możemy posłuchać w „Pale Blue Eyes” czy „Stolen Dreams”. Natomiast punkowe wręcz wejście „See the World with Your Own Eyes” odnosi się do nowego pokolenia hardrockowców w stylu The Answer czy Them Crooked Vulture, którzy postanowili nagrać sielski, amerykański kawałek w stylu Van Halen lub Journey. Bez wątpienia najsłabszymi punktami na ostatnim krążku Kadavar jest „Thousand Miles Away from Home” oraz „Spanish Wild Roses”, które w moim mniemaniu stanowią tutaj swoiste zapychacze. Zwieńczenie albumu stanowi nagrany w ojczystym języku cover legendarnej Nico – Reich der Träume. Oryginału nie znam, ale kompozycja dobrze pasuje na zakończenie krążka
„Berlin” to dobry i przyjemny w odsłuchu materiał. Pomimo pewnych niedogodności całość wypada na plus, a album z pewnością wyróżnia się na tle innych wydawnictw z tego gatunku. Bardzo fajnie, że Panowie zafundowali nam małą podróż do rodzimego miasta. I chociaż, nie jest to tak ekstremalna i awangardowa wycieczka jak w przypadku Davida Bowie czy Lou Reeda to warto poświęcić chwilę uwagi na ofertę agencji Kadavar – z pewnością można im zaufać bo niemiecką stolicę znają jak mało kto!
Ocena: 7/10
- Już niedługo koncert IMPALED NAZARENE w Krakowie - 25 lutego 2026
- Już niedługo WOLVENNEST wystąpi w Krakowie - 6 października 2025
- METAL KOMMANDO FEST VIII: znamy datę i pierwsze zespoły - 18 lipca 2025

