Karpathian Relict – „Never Be After” (2023)

Karpathian Relict – „Never Be After” (2023)

Od pierwszego kontaktu z informacjami o płycie Never Be After zespołu Karpathian Relict odczuwałem mały dysonans – przecież u nas w Polsce się tak nie gra. Nowe kapele nie chcą już zagłębiać się w rejony związane z technicznym death metalem, bo nie dość, że nie ma teraz u nas brania na death metal, to na dodatek techniczne granie z góry jest skazane na węższy odbiór. Wszystko się wyjaśniło, gdy zrobiłem research zespołu. Jak się okazało, muzycy zaczęli swą przygodę pod nazwą Orthodox już w 2006 roku na Ukrainie, tam też zmienili nazwę na obecną i zrealizowali dwa albumy, by ostatecznie osiąść u nas i uderzyć z albumem numer trzy, który jak wiemy przez wielu zawsze jest uważany za ten najważniejszy dla kariery. Never Be After wydany został pod banderą Musiko Eye, okładkę i oprawę graficzną wykonał Michał Xaay Loranc, a za miksy odpowiada wokalista zespołu, Adrian Mięsowicz w swoim Tribe Five Studio.

Zacznijmy od brzmienia. Często się zdarza, że muzyk kapeli nie potrafi jej zmiksować. Ma to pewnie związek z brakiem odpowiedniego dystansu i wiecznym poprawianiem z powodu braku pewności czy to już jest „to”. Przesłuchałem album kilka razy i bez problemu mogę stwierdzić, iż Adrian takich problemów nie miał. Album brzmi soczyście i zawodowo. Do technicznego młócenia lekko „cyfrowy” sound jak najbardziej pasuje i świetnie podbija jego zalety. Nowoczesne dźwięki dobrze korespondują z upchanym brzmieniem i siłowym, drapiącym masteringiem. Tu nie odnajduję żadnych minusów, wszystko pasuje do siebie bardzo dobrze.

Co do samej muzyki, to mamy do czynienia z miksem nowoczesnego death metalu, jego technicznej (nie do przesady) odmiany, z delikatnym nawiązaniem do deathcore’a z gatunku The Black Dahlia Murder czy innych silnie zbliżonych do metalu bandów. Karpathian Relict nie należy do kapel, które lecą z techniką na łeb na szyję, w stylu Cryptopsy. Ich dzieło posiada znacznie więcej melodii, więcej tradycyjnej muzyki, harmonii i nawet atmosfery (świetne partie akustyczne). Przyznaję, że sprawdzając przed całością płyty, czym jest kapela, po utworach singlowych nie zostałem porwany, odebrałem zespół na zasadzie „jest ok, ale potrzebują jeszcze paru lat, by uderzyć na pełnej”. Po odsłuchu całości moje podejście się zmieniło, Never Be After w swej budowie brzmi spójnie i dopiero jako całość odkrywa wszystkie karty. Ich dosyć dzika sztuka okazuje się wtedy wyważona, każdy zryw agresji czy techniczny popis nabiera sensu, bo przynosi momentalnie kontrę w postaci momentu wolniejszego czy klimatycznego, by wzajemnie się zbalansować. Słychać tu trochę miłość do muzyki Chucka Schuldinera, trochę Necropghagist, troszkę wspomnianego The Black Dahlia Murder, ale trzeba oddać zespołowi, że posiadają już coś, co można zacząć nazywać stylem Karpackiego Reliktu i to się chwali nader mocno.

Never Be After wydany został we wrześniu 2023, zatem kilka chwil minęło już od jego premiery. Jeżeli jednak nie mieliście okazji na niego trafić, bądź z jakichś powodów nie kliknęliście na link z newsem czy klipem, to ja ze swojej strony polecam nadrobić zaległości. Jestem gościem, który ostatnimi czasy ma problemy z przyswajaniem nowej muzyki z tej półki, a zostałem wzięty siłą po jednym, pełnym odsłuchu, co pokazuje, że coś w tej muzie być musi.

Ocena: 8.5/10

Karpathian Relict na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .