Korypheus – „Gilgamesh” (2025)

Gilgamesh to mój pierwszy kontakt z zespołem Korypheus (gracze mogą kojarzyć to imię z gry Dragon Age: Inkwizycja). Album został wydany przez amerykańską wytwórnię M-Theory Audio 26 września zeszłego roku.

Research na temat zespołu wykonałem dopiero po przesłuchaniu albumu. Bardzo się zdziwiłem, że Korypheus okazał się zespołem ukraińskim, bo wiele muzycznych wpływów i tematyka albumu wskazują na Bliski Wschód. Album zbudowany jest na greckich i sumeryjskich mitach, melodie zawarte w utworach mocno „płyną” w tym klimacie, a użycie instrumentu zwanego buzuki (gościnnie muzyk z Orphaned Land) nadaje dodatkowych skojarzeń.

Skojarzenia skojarzeniami, ale faktem jest, iż bohaterowie tej recenzji są muzykami pochodzącymi z Ukrainy i radzą sobie ze swoim rzemiosłem bardzo dobrze. Ich sztuka zdominowana jest przez djentowe ciągoty znane z takich bandów jak Periphery, Architects czy Jinjer. Muzycy posiadają wysokie umiejętności i z nich korzystają. Kompozycje są złożone, oparte na polirytmii i bogate w wiele elementów, które można nazwać technicznymi. W kontraście do tych matematycznych popisów pojawiają się atmosferyczne, czyste wokale i bardziej klimatyczne partie. Bardzo podobają mi się dosyć częste wycieczki w stronę blastów, ubranych w melodyjny wokal. Taki kontrast podoba mi się od zawsze, bodaj od momentu usłyszenia świetnego albumu Into Eternity pod tytułem Buried in Oblivion. Taki manewr po prostu musi zadziałać i zbudować klimat. Dobrych partii jest oczywiście znacznie więcej. Mocne, ciężarne łamańce charakterystyczne dla djentu działają tu równie skuteczne, a krzyczane wokale dobrze z nimi współgrają.

Brzmienie albumu zdecydowanie należy do jego dużych plusów. Całość została nagrana w Kijowie i cieszy mnie fakt, że pomimo ciężkich czasów da się tam myśleć o przyszłości. Miksem zajął się Dmitri Kim, były perkusista Jinjer (obecnie Christ Agony, nagrał on również partie perkusji dla większości utworów na Gilgamesh). Jego praca pokazuje, że na Ukrainie dzięki ekspansji Jinjer rozwija się cała scena. Za mastering odpowiedzialny jest Jay Ruston, współpracujący m.in. z Stone Sour, Killswitch Engage czy Anthrax.

Nie jestem wielkim fanem gatunku zwanego prog djentem.. Mam uczucie, że ostatnio nadużywa się określenia „prog” i celowo go tu nie używam. Jeżeli pojawiają się setki kapel, które walą na jedno kopyto, to dla mnie nie jest już progresja. Korypheus można dokleić do tej sceny, ale jak dla mnie trochę od niej odstaje. Dzięki nawiązaniom do Bliskiego Wschodu, charakter ich utworów daje nam coś ciekawszego i odstającego od oczywistości. Zespołowi na pewno przyda się jeszcze trochę pracy na rzecz rozpoznawalności i budowy własnego stylu, ale jakość Gilgamesh jest zapowiedzią iż band nie ma zamiaru korzystać na swej drodze z kompromisów. Jedyną wadą, jaką mogę zespołowi wytknąć, jest jednostajność nowej płyty jako całości. W kompozycjach zawartych jest wiele rozpoznawalnych momentów, ale całość może się zlewać. Myślę, że przyszłość przyniesie poprawę w tym aspekcie.

Ocena: 7/10

Korypheus na Facebook’u.

(Visited 1 times, 6 visits today)

Tagi: , , , , , , .