Od miłych, muzycznych niespodzianek bardziej lubię tylko niespodziewane przelewy pieniężne umożliwiające zakup płyt z muzyką. Poważnie. W czasach, gdy zalewani jesteśmy wielką falą muzyki, w której odnalezienie czegoś wyjątkowego jest bardzo trudne, trafienie na perełkę jest dla mnie prawdziwą radością. Tym razem perełką tą jest album pod tytułem Fragments, który został nagrany przez duński zespół Kōya, a wydany przez 5FeetUnder Records i Entez Anomicoz Records.
Ku mojemu zaskoczeniu do recenzji otrzymałem wersję winylową albumu – to nie są tanie rzeczy i fakt, iż postanowiono w taki sposób promować materiał, wskazuje na spore poświęcenie, które należy szanować. Winyl przyszedł owinięty stretchem, a nie w standardowej folii, więc wydawnictwo ma undergoundowy charakter, ale gdy wyjąć sam krążek z koperty, okazuje się, że mamy do czynienia z dwukolorowym, zielono-czarnym splatter, co znów daje do myślenia: skoro w podziemiu opłaca się inwestować w takie „fanaberie”, to dlaczego w mainstreamie mamy do czynienia z bieda-wersjami, albo wysokimi cenami, które wydają się mało adekwatne do rzeczywistej wartości kupowanego produktu? Jak widać, da się stworzyć ciekawe wydanie i sprzedawać je z jakimś zyskiem, nie zdzierając z ludzi, a mowa tu na dodatek o niewielkich nakładach – co dopiero przy tych idących w tysiące sztuk? Szkoda, że tak to wygląda, ale dobra, nie o tym miała być mowa.
Kōya pochodzi z Danii i udziela się na scenie hardcore. Jak to bywa z takimi podziemnymi bandami, ciężko znaleźć o nich informacje, bo nie bardzo dbają o przesadny fame w social mediach, skupiając się na tworzeniu muzyki i graniu morderczych gigów. Sami muzycy umiejscawiają swoje granie w rejonach post hardcora i chyba takie określenie najlepiej oddaje zawartość Fragments. Z tym, że rodzajów „post” też już jest sporo i przy okazji tej płyty mówimy o klimatach przełomu końcówki lat 90. i lat 00., gdy rządził Will Haven czy wplatający wpływy post w swe bardziej typowe granie zespół Poison the Well. Muzycy Kōya stawiają na dzikość, noise’owy charakter starej mieszanki HC z przestrzeniami i atmosferą typową dla określenia post. Utwory oparte są na mocarnej sekcji rytmicznej, która zdecydowanie jest tu czynnikiem sprawczym. Do często transowych beatów dołożono rozmyte, klimatycznie grające gitary, które swoimi harmoniami ubierają całość w piękne krajobrazy i nieskończoną przestrzeń. Wszystko to okraszone zostało rozdartym do granic możliwości wokalem, którego przeszywający charakter sieje zniszczenie i depcze piękne obrazy malowane przez band. Te, wydawałoby się, oksymorony świetnie ze sobą pasują (podobnie to działa choćby w zespole Amenra) i razem tworzą to coś, co można nazwać stylem Kōya, czyli stylem, który absolutnie mi pasuje, przez co liczę na dalszy rozwój kapeli i zwiększanie jej rozpoznawalności nie tylko na scenie HC.
Ocena: 8,5/10
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2024, 5feetunder Records, Entez Anomicoz Records, hardcore, Kōya - „Fragments” (2024), post-hardcore, recenzja, review.






