Lacuna Coil to jeden z tych zespołów, który od lat stoi na niezmiennym, w miarę dobrym poziomie. Od 1997 roku bywało raz źle, średnio i bardzo dobrze. Muzyka Włochów nie wyróżnia się niczym szczególnym – ot, dobre, ciężkie alternatywne granie z domieszką nieszkodliwego gotyku. Kilka dni temu Century Media Records zaserwowała nam ich nową płytę Sleepless Empire – dziesiątą w historii zespołu (jedenastą, wliczając Comalies XX).
Na tym albumie też jest dobrze, ale do tego Lacuna Coil przyzwyczaiła nas w ciągu prawie trzydziestu lat, i przyznam szczerze, że ich maniera muzyczna zaczyna już po prostu trochę nudzić.
Przez te wszystkie lata latarnią prowadzącą do sukcesu była Cristina Scabbia i jej niepowtarzalny syreni śpiew. Na najnowszej płycie nietypowy I Wish You Were Dead grozi wykolejeniem całego doświadczenia, ponieważ sama piosenka przypomina większość ich raczej niekochanego radio-rockowego okresu – ale wykręcające kręgosłup warczenie Scabbii nieuchronnie kieruje moją uwagę w stronę pozytywów. Mocniejsze utwory, jak Oxygen, Scarecrow, Sleepless Empire czy Sleep Paralytic, bardziej przywodzą na myśl ognisty zamach i lepkie przyciąganie charakterystyczne dla lubianych albumów Delirium i Black Anima, w dużej mierze dzięki doskonałemu zastosowaniu i różnorodnemu zakresowi wokalnemu Cristiny Scabbii. W tych fragmentach świetnie także wykorzystał wściekłe krzyki Andrea Ferro, bardzo przypominający Randy’ego Blythe’a z Lamb of God. Tak naprawdę Ferro – być może po raz pierwszy w historii zespołu – radzi sobie na płycie Sleepless Empire ze spokojem. Całkowicie porzucając swoje okropne, szorstkie czyste wokale na rzecz dodatkowej ciężkiej dawki rozdzierających gardło ryków, Ferro w końcu odpowiada na trwające od dziesięcioleci wezwanie do niezbędnej zmiany, której domagali się nawet zagorzali fani Lacuna Coil.
Tymczasem wieloletni klawiszowiec Marco Coti Zelati, oprócz obowiązków na syntezatorze, zastępuje Diego „DD” Cavallottiego na gitarze, co skutkuje pewnym zamieszaniem na froncie instrumentalnym. DD zdobył swoje uznanie, wstrzykując materiałowi Black Anima wszystko, czego potrzebował, aby rezonować zarówno ze sceptykami, jak i fanami, którzy tęsknili za bardziej wpływową grą gitarową Włochów. Zelati robi wszystko, co w jego utalentowanych palcach, aby odtworzyć ten sam efekt, ale mu się to nie udaje. Wiele riffów i motywów w Sleepless Empire jest pozbawionych dynamiki, zawiera nieświeże, nic nie wnoszące powtórzenia lub zbyt mocno czerpie z przeszłości Lacuna Coil, nie robiąc wystarczająco dużo, aby przygotować ich do obecnych czasów. Na szczęście sekcja rytmiczna nadrabia część luzu, a były perkusista Genus Ordinis Dei, Richard Meiz, robi co może, by uratować płytę. Na koniec, produkcja Sleepless Empire to zauważalny krok w tył. Niewytłumaczalnie błotnisty i jednocześnie głośny dźwięk, miażdży wszystko do cienkiej jak papier płaskości, z wyjątkiem wokalu z przodu.
Ostatecznie nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedziony Sleepless Empire. Szanse, że przyćmi to przełomowe czasy Lacuna Coil były raczej niewielkie. Jeśli jednak moje przeczucia co do ewolucji Lacuna Coil się sprawdzą – a sądzę, że tak jest – podejrzewam, że po prostu jesteśmy świadkami wygasania ich najlepszego brzmienia. Niestety Sleepless Empire nie jest tak wybuchowym zakończeniem, jakim powinno być, aby po raz kolejny skierować Lacuna Coil na nowe terytorium – choć jestem pełen nadziei.
Ocena 6,5/10
Lacuna Coil na Facebook
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025
- Ino-Rock Festival 2025 – Inowrocław (23.08.2025) - 25 września 2025






