Site icon KVLT

Lo! – „The Gleaners” (2023)

Choć australijski kwartet Lo! od czasu wydanego w 2011 roku debiutu jest wiernym podopiecznym  jednej z moich ulubionych wytwórni (Pelagic Records, gwoli ścisłości), natknąłem się na niego dopiero teraz, przy okazji kwietniowej premiery jego nowego dziecka – The Gleaners. To już czwarty longplay formacji. Po zapoznaniu się z nim nieznajomość poprzednich trzech uznaję za sporą plamę na moim honorze. Taką, którą zmazać należy jak najszybciej.

Mimo, że w sieci przypisuje się panów do szufladek sludge/post-hardcore, w ich muzyce nie brak również wpływów innych gatunków muzycznych, chociażby crust punku, doomu czy nawet black metalu. Australijczycy nie patyczkują się i do natarcia ruszają już w odgrywającym rolę krótkiego intra Our Fouling Larder, po którym jesteśmy świadkami wielkiej muzycznej demonstracji wkurwienia z jedynie nielicznymi momentami na złapanie oddechu przed kolejnymi ciosami. Tego nieco mniej bezkompromisowego podejścia doświadczymy w tytułowym The Gleaners. Rozpoczynający się dość spokojnie od monologu Wernera Herzoga kawałek z każdą minutą wgniata słuchacza coraz bardziej. Łagodniej wypadają również najsłabsza na krążku Pareidolia oraz znakomity Mammons Horn zamykającym album. Nie brakuje też krótkich partii czystego śpiewu tu i ówdzie.

Wspomniane utwory stanowią jednak wyjątki w ciężkim, brudnym kotle przygotowanym przez australijski kwartet.  Nie licząc numeru tytułowego oraz wieńczącego krążek, kompozycje są bardzo zwięzłe jak na przypisywany Lo! gatunek, dzięki czemu czterdziestominutowy The Gleaners przez prawie cały czas odczuwa się niesamowicie intensywnie. Jako kolejną zaletę wskazałbym brzmienie, które, mimo lekkiego przybrudzenia, odznacza się niezbędnym tej muzyce pieprznięciem. Znakomicie spisuje się też Sam Dillon – jego potężny growl pasowałby do death metalowej kapeli (jak się okazało, nie chybiłem ze skojarzeniem, gdyż wokalista Lo! pełni również funkcję gardłowego w tech-deathowym Hadal Maw). Szkoda jedynie, że do fizycznego wydania nie dołączono bookletu z tekstami utworów.

Wprawdzie moja lista pozycji do nadrobienia jest długa jak Nil, a nieznajomość niektórych znajdujących się na niej tytułów mógłbym podciągnąć pod niewybaczalne zaniechanie, ale za sprawą nowego albumu Lo! poprzednie wydawnictwa formacji bez wątpienia wskakują na jej szczyt. Podopieczni Pelagic Records wzięli mnie z całkowitego zaskoczenia, a ich nowa propozycja, choć brutalna i niezbyt chętnie wprowadzająca kompromis między treścią liryczną a formą przekazu, ma w sobie coś prawdziwie uzależniającego. The Gleaners to pewny punkt mojego rocznego podsumowania, a poprzeczka dla pozostałych tegorocznych wydawnictw została właśnie zawieszona naprawdę wysoko.

Ocena: 9/10

Lo! na Facebooku

Exit mobile version