Site icon KVLT

Macelleria Mobile di Mezzanotte – „Funeral Jazz” (2015)

Skusił mnie ten funeralny jazz, ale okazało się, że więcej tu pogrzebu niż jazzu. Mimo wszystko to jednak nie do końca zarzut.

Spodziewałem się jakiegoś potępieńczego mariażu doom metalu albo innej deprechy z nieprzewidywalnością i swobodą jazzu, a dostałem dość specyficzne połączenie pościelówy z horrorem. Funeral Jazz brzmi trochę jak połączenie pościelówy, takiej, którą można usłyszeć podczas łóżkowych scen w filmach z lat 90-tych, z dramatyczną melodeklamacją. Podejrzewam, że teksty nie są zbyt kolorowe i to w nich tkwi cały ten pogrzeb, ale nie mogę być pewien, bo całość jest po włosku, a w tym języku znam jedynie słowo „pizza”, bardzo zresztą miłe memu sercu i kubeczkom smakowym.

Mimo tego muszę przyznać, że albumu słucha mi się dobrze. Saksofon błądzący gdzieś w tle na podkładzie złożonym z elektronicznych bitów z dużą ilością talerzy i jakichś delikatnych szumów momentami przypomina mi o bluesowym jam session, w jakim miałem kiedyś przyjemność uczestniczyć w małej knajpce w Madrycie, ale to złudne – wystarczy zgasić światło i zamknąć oczy, żeby poczuć niepokój tej płyty. Może nie od razu pogrzeb – nie ma tu cmentarnego nastroju – ale właśnie niepokój, pewne niebezpieczeństwo, kolejny smutny wieczór w hotelowym pokoju na drodze donikąd, gdzie jedynym towarzystwem są papierosy i wódka. Pewną podpowiedzią w tej układance jest szata graficzna płyty. Papierosy, szminka, szpilki, kastet i dwie kobiety, z których jedna w końcu ginie z ręki drugiej – tyle jestem w tanie wyczytać z tych czterech monochromatycznych fotografii. Faktycznie, do takiej historii album Macelleria Mobile di Mezzanotte pasuje jak ulał.

Ciekawe jest to, że w sumie nic tu nie odstręcza. Wszystkie składniki w zupie Funeral Jazz zostały dobrane w taki sposób, że współgrają ze sobą, żaden z nich nie dominuje reszty. To ma też swoje złe strony, bo trudno powiedzieć o tej płycie, żeby wpadała w ucho. Ale muzakiem na pewno też nie jest. Po kilku czy kilkunastu przesłuchaniach pozostały mi w pamięci fragmenty melodeklamacji Adriano Vincentiego, ale nie potrafiłem ich przypasować do konkretnych utworów. Obecnie mogę powiedzieć, że coś się wyłania, zaczynam kojarzyć poszczególne momenty na płycie, ale zdaję sobie sprawę, że poświęciłem jej tak naprawdę o wiele więcej uwagi, niż będzie w stanie jej dać przeciętny słuchacz. Zapewne jednak nie to było celem twórców. Jeśli chcieli stworzyć soundtrack do smutnej historii o miłości i śmierci, to w zasadzie udało im się. Zupełnie przypadkiem stworzyli też potencjalny soundtrack do upojnego tête-à-tête z wybranką/wybrankiem, bo w gruncie rzeczy gdyby obrać Funeral Jazz z tytułów i deklamacji (z których 90% i tak jest niezrozumiała jeśli ktoś nie posługuje się włoskim) to płyta spokojnie może robić za podkład do wina i łóżka. Albo jestem po prostu dziwny.

PS. Dla ciekawskich – Google Translate przetłumaczył nazwę Macelleria Mobile di Mezzanotte jako „rzeźnik Komórka Midnight”. Sami sobie zinterpretujcie.

Ocena: 6,5/10

Exit mobile version