Malchus nie jest tworem znanym w muzycznym świecie. A to dziwne, gdyż piętnaście lat na scenie i siedem pełnowymiarowych krążków to jest dorobek, którym można się już pochwalić bez najmniejszego nawet cienia wstydu. Ja miałem okazję poznać zespół, gdy w roku 2013 tworzyli swój czwarty album Dom Zły. Najlepszy notabene w dorobku zespołu i w ogóle jeden z ciekawszych krążków w mojej płytotece. A że Panowie są niezmiernie sumienni i płodni, to idąc przyjętym przez nich dwuletnim interwałem, należało się w tym roku spodziewać nowego materiału. I oto jest! Apokalipsa!
Album, jak to przystało na tego typu projekty, wydany został nakładem własnym. Nie oznacza to jednak jakości garażowej. Muzycy nagrywali tę płytę (podobnie jak i poprzednie) w podkarpackim studiu Roslyn. Krzysztof Godycki (właściciel studia) był także producentem Apokalipsy i muszę powiedzieć, że krążek gra jak złoto. Co prawda całość została wyprodukowana w nieco oldschoolowym, surowo punkowym stylu, który może nie pasuje mi najbardziej na świecie, ale selektywność i czystość dźwięku jest bez najmniejszych zastrzeżeń. Świetnie i dokładnie słychać gitarę, bardzo wyraźna jest sekcja rytmiczna, ale najciekawsze jest to, że zapominane zazwyczaj (lub traktowane po macoszemu) partie basu mamy na Apokalipsie jak na dłoni. I pomimo tego, że pierwszy plan zajmuje oczywiście partia wokalna, wszystkich słychać w stopniu wręcz idealnym. I do tego klawisze, które są dokładnie tak zamarkowane jak trzeba, żeby nie dawały odczucia odpustowej tandety. No majstersztyk.
Nieco niższe noty muszę dać zawartości. Na płycie widnieje aż czternaście kawałków trwających ponad trzy kwadranse, jednak po bliższej analizie można się zawieść. Album to tak naprawdę równo połowa tego, co widnieje na wkładce. Po prostu pierwsze siedem kawałków i 23 minuty to sedno krążka. Druga część to to samo, tyle że w wersji instrumentalnej. O ile nie mam nic przeciwko dodawaniu takich bonusów na dodatkowe płytki w limitowanych „łudenboxowych” wersjach za ciężkie miliony, o tyle wrzucanie takiej zawartości na krążek zasadniczy to subtelne oszustwo. No a 23 minuty to mało nawet jak na EPkę. A co dopiero krążek pełnowymiarowy.
A jakie są owe 23 minuty? Jak przystało na Malchusa żwawe, ale jednocześnie liryczne, melodyjne, czytelne i intuicyjne. No dobra, Radkowi zdarza się przekombinować i tworzy czasem takie połamańce, że nie idzie nadążyć. Tu jednak udało mu się opanować płodną i gorącą głowę. Panowie mimo punkowego zabarwienia, pozostają w klimatach melo deathowych z bardzo delikatnym growlem. Perkusji też bliżej bardziej do thrashu czy nawet heavy, ale mocna jest i surowa. Brzmi jak punkowa, ale jak na punk rock jest wyrafinowana. Moim zdaniem dość sztandarowym dla tej płyty numerem jest utwór Srebrniki, denary i ruble. Ten punkowy właśnie klimat jest tutaj bodaj najbardziej wyraźny. Jako singla zespół wybrał otwierający album numer BrońMy, i faktycznie, to jeden z ciekawszych numerów na płycie – zgrabny, mocny, ostry, a jednocześnie melodyjny. Bardzo podobny do jednego z moich ulubionych numerów kapeli, genialnego Tripudium ze wspomnianego Domu Złego. Porównywalny także do kolejnego numeru na płycie (Pax).
Artwork ręki Przemysława Bogdana z DeusDesign koresponduje z tematyką albumu zakorzenioną głęboko w tematyce katolickiej. No cóż, z tym punktem widzenia także mogę się nie zgodzić, ale nauczony omijać światopoglądy i teksty muzyków szerokim łukiem (wychowałem się na płytach Burzum, a sposób myślenia Varga jest mi jeszcze bardziej obcy), na ideologię Radka także spuszczam zasłonę milczenia. Mimo to wkładka jest bardzo przemyślana i fajnie ją przestudiować.
Apokalipsa nie jest z pewnością najlepszym albumem Malchusa. Jest to też płyta krótka i punkowo prosta. A punk rock nie był nigdy moim konikiem. Jest jednak spójna, dynamiczna i bardzo przemyślana. Przez te liche 23 minuty ani przez sekundę nie przyszło mi do głowy cokolwiek przewijać. Mają Panowie energii w sobie i fajnie tego ich punktu widzenia posłuchać. A ja to cenię. A poza tym jest w tej muzyce unikalność tak rzadka w dzisiejszym muzycznym świecie. Malchusa nie można pomylić z żadną inną kapelą, a to chyba jeszcze większy atut.
Malchus na Fecebooku
Malchus na Bandcamp
Malchus w Encyklopedii Metalu
Ocena: 8,0/10,0
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022

