22 listopada 2024 roku obrodził kilkoma dużymi, muzycznymi premierami. Jednak wszystkie je przyćmiła jedna: wielki powrót króla politycznej niepoprawności, czyli Marilyna Mansona z albumem One Assassination Under God – Chapter 1, pierwszym nagranym dla Nuclear Blast Records.
Przyznam szczerze, że muzyczny powrót Mansona był dla mnie mocno niepewny. Jak wielu z Was zdaje sobie sprawę, artysta został przez byłą partnerkę oskarżony o znęcanie się fizyczne i psychiczne, co zaowocowało błyskawicznym ukrzyżowaniem go w mediach. Winny czy nie, jego kariera została bardziej niż zatrzymana, a wyjście z takiej sytuacji mogło być ciężkie. Na szczęście wokalista postanowił zawalczyć z oskarżeniami nie tylko na wokandzie, ale i poprzez muzykę, a to postawiło go przy ścianie – nagranie słabej płyty byłoby wizerunkowym samobójstwem. One Assassination Under God – Chapter 1 jest na pewno swoistym „być albo nie być” i od jego przyjęcia może zależeć reszta życia naczelnego bad boya mrocznej nuty. Mam również wrażenie, że wraz z rosnącymi problemami i przeciwnikami muzyka rosło wsparcie wśród jego zwolenników, którzy wyczekiwali na album, mocno trzymając kciuki.
Do tych ludzi mogę zaliczyć także siebie. Stałem się fanem Mansona momentalnie, przy pierwszym natrafieniu na video do Torniquet z kvltowego Antichrist Superstar w okolicach premiery tego krążka. Geniusz, brud i samodestrukcja bijące z tej płyty do dziś rzucają mnie na kolana, a duet artystyczno-producencki Manson/Reznor uważać będę już zawsze za najsilniejszy z możliwych. Po tym albumie kariera zespołu wręcz wybuchła, robiąc z wokalisty jednego z ostatnich prawdziwych bogów rock n’ rolla. W ostatnich latach jego sława trochę zmalała, skandalista nieco okrzepł, zdawał się wręcz znudzony wykreowanym przez siebie wizerunkiem, co zaowocowało kilkoma mniej udanymi płytami, wręcz wymuszającymi na nowej powrót dobrej formy. I wiecie co? Moim zdaniem udało się, One Assassination Under God – Chapter 1 jest mocnym albumem. Nie tyle dlatego, że Manson długo już nie brzmiał tak jak na najlepszych płytach, co dlatego, że płyta jest na wskroś szczera i przepełniona uczuciami. Słuchając jej i oglądając wideoklipy do singli nie sposób nie zauważyć, jak mocno dotknęły wokalistę problemy z prawem i syf wylany w mediach. Artysta schudł, sprawia wrażenie kruchego i lekko wycofanego. Z każdym nowym obrazem widzę w nim coraz więcej dawnej pewności siebie, ale płyta nagrana została przez osobę zranioną i zawiedzioną, skopaną psychicznie przez obcych i fanów. Słychać to w smutnych melodiach, słychać w głosie i tekstach (np. Everybody showed up for the execution, But nobody would show their face). W tym smutku ciężko się nie zakochać, trudno nie dać się uwieść. Słuchając płyty, cieszę się z silnych nawiązań do klasycznego stylu Marilyna Mansona, ale najbardziej cieszy mnie fakt, że znalazły się na nim po prostu dobre kompozycje, których nie trzeba rozkładać na części pierwsze, zastanawiając się, czy dany element tu pasuje, czy nie. Utwory są dobre, dobrze skomponowane, melodie zaraźliwe, a głos Mansona jakby nieco lżejszy, ale przez to jeszcze bardziej emocjonalny. Wszystko to przechodzi na wskroś przez wrażliwość słuchacza, trafiając tam, gdzie jest kierowane, czyli do naszych serc.
Album nie jest tak niegrzeczny jak Anitichrist Superstar, nie jest tak cholernie przebojowy jak Mechanical Animals czy przytłaczająco mroczny jak Holy Wood, ale jest taki po trochu. Z tymi płytami łączy go geniusz artysty, będący ich podmiotem. Geniusz, który pod wpływem złego okresu w życiu znowu się objawił, by pomóc mu przetrwać lawinę walącego się życia. Zamiast zniżać się do pyskówek czy niepotrzebnych przepychanek w sieci, artysta napisał muzykę, która jako szersze medium mówi więcej niż same słowa, i dlatego jest w niej tak potężna moc.
Ocena: 9.5/10
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2024, heavy, industrail metal, Marilyn Manson, nu metal, Nuclear Blast, One Assassination Under God – Chapter 1, recenzja, review, rock.






