Site icon KVLT

Mastodon – „Hushed and Grim” (2021)

Nie czekałem na ten album. Więcej – mimo bycia w miarę na bieżąco z premierami i aktualnościami wydawniczymi, dałem się nowej płycie Mastodon wziąć z zaskoczenia. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił też, że nie odłożyłem Hushed and Grim na półkę z napisem „może poczekać”, tylko zarzuciłem ósmą pozycję kwartetu z Atlanty na ruszt bez zbędnej zwłoki.

Trochę się tego albumu obawiałem, w końcu starcie z 15-utworowym kolosem (podzielonym na dwa krążki) nie zapowiadało łatwej przeprawy, jednak ku swojemu zdziwieniu zauważyłem, że Hushed and Grim zaczęło łechtać już od pierwszego przesłuchania. Taki właśnie ten album kryje w sobie potencjał. Ale od początku.

Mastodon zdążył przez lata zapracować sobie na miano zespołu, który ambitny sludge metal, znany z pierwszych albumów, poświęcił na rzecz nieskrępowanej zabawy, samozadowolenia, chodzenia na skróty i szukania większego spełnienia w formie, niż w treści. Nie twierdzę, że krążki wydane po 2011 roku to płyty nieciekawe (w końcu nieprzypadkowo mam je w kolekcji i co jakiś czas wyrywkowo do nich wracam) jednak od dawna przestałem postrzegać tę kapelę w kategorii ‘must listen’.

Nie wiem na ile sam zespól poczuł, że ma światu (poza twerkującymi w teledyskach pannami) coś jeszcze do przekazania, jednak Hushed and Grim brzmi jak punkt, w którym Mastodon postanowił pogodzić oba dotychczasowe oblicza i nie tracąc skłonności do obdzielania słuchaczy przebojami, powrócić do chlubnej przeszłości. Uchylając przy tym prawdziwy róg obfitości jeśli chodzi o zmiany klimatu, nastrojów, muzycznych wycieczek, czy wpływów (by wskazać tylko progressive metal, rock, heavy, groove, alt-metal, grunge, dorzucając do tego sięganie po syntezatory, czy elementy symfoniczne).

Nie we wszystkich momentach jest doskonale, zdarzają się na krążku dłużyzny, czy wręcz numery bez których Hushed and Grim spokojnie mogłoby się obyć (myślę tu m.in. o The Beast, Dagger czy rozwodnionej Had it All). Potknięcia zespół rekompensuje jednak strzałami niezwykle celnymi, do których można zaliczyć choćby The Crux, Sickle and Peace, Pushing the Tides, Savage Lands i Eyes of Serpents. Dodatni bilans uzupełniają też rewelacyjne łączniki i partie solowe, które chwilami potrafią spowodować opad szczęki (odsyłam do Pain with an Anchor, More than I Could Chew, Peace and Tranquility czy Gigantium).

Nie pokuszę się o stwierdzenie, że Mastodon za sprawą Hushed and Grim wraca na jakiś mityczny piedestał, oferujący fanom muzyczną teofanię, zważywszy jednak na ilość dobroci zamieszczonej na obu krążkach, z czystym sumieniem mogę przyznać im znak jakości i polecić także tym, którzy z upływem lat przestali się tym składem interesować.

Ocena: 8/10

Exit mobile version