Największym błędem każdego słuchacza Mayhem jest robienie, z każdego odsłuchu nowej płyty wielkiego wyzwania. Zawsze słuchamy ich przez pryzmat “kultu”, tragicznych śmierci poszczególnych członków zespołu oraz całej tej grandy podczas rodzenia się drugiej fali black metalu w Norwegii. Przestałem na całe szczęście tak do tego podchodzić już dobrych klika lat temu i o dziwo (a może właśnie nie) okazało się, że Mayhem wcale nie jest tak fantastyczny i przesiąknięty diabłem jak to na obrazku mogłoby się wydawać. Swoją skalę wartości samej muzyki nieco zmieniam również po rozmowach z filarami zespołu, czyli Necrobutcherem i Hellhammerem. Moje roczniki doskonale pamiętają wydanie Deathcrush czy owianego mrokiem debiutu De Mysteriis Dom Sathanas. Jak ta aura ma się niemal 40 lat później? Oceńcie sami, bowiem jak zawsze moja opinia będzie tylko, albo aż subiektywna.
Nowy rok, nowy Mayhem. Liturgy of Death anno satanae 2026 to bezkompromisowy black metal, pełen szacunku do stylistyki i mroczny (jeżeli ktoś taki mrok preferuje). Genialne otwarcie nowego rozdziału w postaci Ephemeral Eternity ratuje płytę już na samym początku. Niemalże pompatyczny klimat, gdzieniegdzie utkany skromnymi, ale za to wyrazistymi klawiszami. Gitary ostre jak skalpel w rękach wytrawnego chirurga tną utwór na kawałeczki. Dodajcie do tego wokal będącego w doskonałej formie Attilli. I hicior murowany. Dalej niestety nie jest już tak super. Despair to widoczny ukłon w stronę De Mysteriis Dom Sathanas i starszych fanów Mayhem. Czy to dobry pomysł, żeby na siłę coś kombinować w tym klimacie? Szacunek za próbę, ale płyta lepiej wypadłaby bez tego kawałka. Dalej jest różnie.
Cztery dekady mroku i zniszczenia w wykonaniu Mayhem, a zwieńczeniem jest perfekcyjnie zagrany, ale niestety słabo skomponowany Liturgy of Death. Nie zmienia to jednak faktu, że od wczesnych lat kontrolują oni swój chaos i mimo wszystko ewoluują z płyty na płytę. Nowy album dowodzi, że Mayhem wciąż na nowo odkrywa definicje bezkompromisowości, a nie każdy zespół może sobie na to pozwolić. Liturgy of Death kończy się drugą nadzieją na lepsze jutro w postaci The Sentence of Absolution, gdzie rytmiczne brzmienia bębnów wprowadzają niesamowity klimat grozy.
Oprócz standardowej playlisty są tu też dwa bonusy, które jak obiecuje wydawca znajdą się na limitowanej wersji płyty winylowej. Ale uwierzcie mi, to tylko kolejne 10 minut, które kompletnie nic nie wnoszą. Mimo mało ciepłych słów na temat Liturgy of Death, cały czas jestem przekonany, że Mayhem to jeden z ważniejszych zespołów ekstremalnej muzyki. Duży szacunek za wytrwałość i konsekwencję w dążeniu do celu.
Ocena 6/10
Mayhem na Facebook
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025
- Ino-Rock Festival 2025 – Inowrocław (23.08.2025) - 25 września 2025






