Miyasis – „Chaos Collusion” (2023)

Miyasis to nowa nazwa na naszej scenie. Zespół istnieje od 2020 roku, a skład ustabilizował się dwa lata później. Gdy do tego doszło, naturalnym krokiem było nagranie płyty, która ujrzała światło dnia w kwietniu bieżącego roku. Nosi tytuł Chaos Collusion, została nagrana w Kalifornia Studio, a za miksy i mastering odpowiada Marcin Buźniak z Axis Audio. Wersja fizyczna wydana została sumptem zespołu w formie ascetycznego digipacku, którego grafiki i skład wykonał Jarek Kubicki.

Polska scena muzyki ekstremalnej najlepsza jest w graniu gatunków, które nie podlegają przesadnej modzie czy trendom. Mamy czym się pochwalić, jeżeli chodzi o death metal, grindcore, mamy coraz silniej rozbudowaną scenę black i może podlegają one jakimś chwilowym zwyżkom/spadkom popularności, ale są to gatunki, które już od dobrych trzydziestu lat budują tu swoje tradycje. W kwestii zaś nowinek napływających z globu, słuchacze są dość nieufni, zaczyna się tych nowych rzeczy u nas słuchać, gdy boom w Europie i Stanach zaczyna kierować się ku odwrotowi. Było tak z metalcorem, gdzie przez długi czas mieliśmy tylko Frontside, było tak z deathcorem (Drown My Day), nie łatwo też miały kapele na przykład post metalowe czy taki moloch jak Gojira, która większy rozgłos zyskała w Polsce z dwa albumy później niż powinna. Tacy już jesteśmy.

Miyasis w moim uznaniu należy do tych „spóźnionych” bandów, grających w gatunkach, które nie wykorzystały u nas pełnego potencjału przed schyłkiem mody. Wzoruje się na kapelach typu Thy Art is Murder, Cattle Decapitation, progresją Monuments czy rzeczami w stylu Lamb of God. Słuchając Chaos Collusion, cały czas nie mogę wyzbyć się uczucia złego timingu powstania zespołu i nieodpowiedniej decyzji kierowania się ścieżką metalcore/deathcore, bo te gatunki nie mają już specjalnego posłuchu, a najwięksi ich przedstawiciele wydają się zagubieni (nie licząc może Suicide Silence czy Killswitch Engage, którzy cały czas wydają na poziomie). Minusem płyty jest także brak konkretu, kompozycje miotają się gdzieś na granicy brutalności i ciągotek do melodii, jakby ich kompozytorzy bali się przekroczyć którąś z granic, by nie wypaść za ciężko czy zbyt lajtowo. Efektem tego jest płyta jednostajna, rozmyta i wyzbyta jakichś uniesień, emocji. Najbliższym skojarzeniem stylistycznym z obecnym Miyasis jest dla mnie starszy Parkway Drive, nawet barwa wokalisty jest silnie przybliżona. Różnicą jest fakt, że Parkway zbudował swój silnik na metalcorze, który był wtedy jeszcze silnie związany ze sceną hardcore, dzięki czemu trzymało się to wszystko tzw. kupy. Stosunkowo młodzi muzycy Miyasis nie mają tak silnego kręgosłupa i po prostu muzyka wydaje się rozdeptana i daleka od stałego stanu skupienia.

Może te wszystkie słowa są niesprawiedliwe, bo to debiut, a zespół ma krótki staż. Może. Jestem jednak zdania, że lepiej rzucić słowami ze szczerością, niż uciec do niewinnego kłamstewka i poklepać chłopaków po plecach. Podsumowując, warsztat jest, chęci są. Trzeba szukać stylu, grać koncerty, dojrzeć i robić swoje.

Ocena: 4/10

Miyasis na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .