Site icon KVLT

MOON FAR AWAY – „Athanor Eurasia” (2019)

Można się srogo zdziwić, myśląc stereotypami. Właśnie wpadłem w pułapkę podświadomego szufladkowania dzieła przed jego poznaniem i dobrze mi tak. Kto powiedział, że księżyc w nazwie i czaszka na okładce muszą zwiastować metalową nawałnicę?

Tymczasem Moon Far Away to niezwykle interesujący, twórczy kolektyw, pochodzący z rosyjskiego Archangielska, który czaruje niezwykłą delikatnością, przemycaną za pomocą akustycznych środków wyrazu. Grupa poruszająca się w odmętach akustycznego darkwave i szeroko rozumianego neofolku działa nieprzerwanie od 1995 roku i może pochwalić się bogatym dorobkiem twórczym. Ich najnowsze dzieło nawiązuje do subkontynentu euroazjatyckiego, ale jego charakter jest kosmopolityczny i stanowi swoisty pomost. Na jego krańcach stoją tradycyjnie pojmowane neofolkowe standardy świata zachodniego i całe dziedzictwo rodzimej ziemi twórców, czyli rosyjskiej północy – kolebki narodowej literatury, malarstwa i muzyki. Count Ash, lider zespołu, tłumaczy, że Athanor Eurasia może być odczytywany, jako album ludu eurazjatyckiego oparty na zachodnich kanonach, wzbogacony o pomysły i odczucia zrodzone na Wschodzie.

 I kto wie, czy nie jest to najcelniejsza definicja nowej muzyki Moon Far Away, która jest jak piękna, niezwykle ciekawa i barwnie przedstawiona lekcja etnografii. Dość powiedzieć, że Count Ash od początku poświęca się odnajdywaniu korzeni rosyjskiego dziedzictwa muzycznego. Wyszukuje tradycyjne pieśni, archaiczne melodie i klasyczne instrumenty wschodniego folkloru, które są w stałym użyciu przez zespół.

Athanor Eurasia wydaje się idealnym wzorcem muzycznego zjednoczenia odległych od siebie kultur. Konstrukcja utworów jest jak najbardziej europejska i wywodząca się w prostej linii od natchnionych dźwięków Sol Invictus (którego lider, Tony Wakeford udzielił się gościnnie w jednym z utworów, dokładając namacalną cegiełkę do filozoficznej koncepcji płyty), przez odarte z mroku i industrializmów Death In June, po eksperymentalne oblicze akustycznej odsłony twórczości Davida Tibeta. Ale już ich charakter i rodowód jest zakorzeniony na Wschodzie. Właściwie z każdego utworu wyziera orientalny posmak, a sposób łączenia dźwięków ma w sobie zarówno bolesny chłód rosyjskiej Północy, jak i cały bagaż rozchwiania czegoś, co mądrzejsi nazywają rosyjską duszą – głębię, melancholię, dzikość i tajemnicę.

Ta płyta jest jak zapis etnograficznych badań terenowych, na których nie zabrakło zarówno metodycznego, ściśle naukowego podejścia, jak i wieczornych bajań podlanych morzem wódki przełożonych na język w pełni zrozumiały dla zachodniego odbiorcy. Gdyby każdy miał taką łatwość przekazywania swoich koncepcji, we wszystkich dziedzinach sztuki, to może świat byłby lepszym miejscem.

 

Latest posts by Rafał Chmura (see all)
Exit mobile version