Co jest lepsze od metalu? Nic! Do takiego oczywistego wniosku doszedłem dziś rano, puszczając sobie płytę zespołu Morbid Insane. Płytę Sicken Crazy/No Future wydano w czerwcu zeszłego roku nakładem Thrashing Madness. Jest to wznowienie dwóch materiałów z początku lat 90. –odkrycie niemalże archeologiczne.
Morbid Insane to kapela, która powstała w Koszalinie w 1989 roku, na bazie zespołu Piekielne Wrota, i istniała do 1995, nagrywając jedynie dwa dema, kultowy Sicken Crazy wydany nakładem Carnage Records, i nigdzie nie publikowany Bez Przyszłości, który na wznowieniu przemianowany został na kojarzący się z Sex Pistols No Future. Zespół miał okazję dzielić scenę z Vader, Slashing Death czy Merciless Death, a Sicken Crazy swego czasu dała zespołowi renomę w podziemiu.
Minęło ponad trzydzieści lat od wydania tego ostatniego, a ja słucham go dziś z zachwytem. Staromodny, mocno przesiąknięty technicznym thrashem, death metal oferowany przez koszalińskich metali, brzmi potężnie. Materiał został nagrany na próbowni zespołu dzięki studiu mobilnemu, co było w tamtych czasach dosyć popularnym zagraniem. Materiał brzmi morderczo, i tak, można go odsłuchać na YouTube ze zgrywki z kasety, ale słuchałem i zaufajcie mi – nie ma to porównania z tym, co słyszę właśnie w moim domu. Sound z wydawnictwa Thrashing Madness kopie w mordę, drapie old schoolem i rozrywa trzewia pogłosem. Sicken Crazy to esencja klasyki pod każdym względem, muzycznie i brzmieniowo. Jest to album przewodnik dla młodych kapel, które chciałyby oddać hołd starej szkole i potężna kopalnia pomysłów. Słuchałem wielu kapel, które w dzisiejszych czasach chcą uzyskać podobny efekt, ale szczerze przyznam, że jak dla mnie nawet się nie zbliżyli do autentyczności uzyskanej na demosach Morbid Insane. Szczególnie jestem zachwycony brzmieniem perkusji, które pomimo że jest suche i dosłownie czuję się jakbym siedział obok nich na sali prób to wali mięsem po uszach. Stopy jadą dołem, a przejścia wgniatają.
Po Sicken… nadszedł czas na niewydany Bez Przyszłości. Jak się można doczytać z wywiadu zamieszczonego we wkładce, premiera tego materiału nigdy się nie odbyła, gdyż muzycy mieli dosyć współpracy z Carnage Rec. i nie chcieli już mieć nic wspólnego z żadną wytwórnią. Utwory zostały zarejestrowane przez Adama Toczko w Modern Sound Studio, co daje pewnik, że materiału słuchać się powinno dobrze. Ścieżki brzmią bardzo profesjonalnie i nie mam pojęcia jak to wyszło, że nikt nie dał rady namówić muzyków na wydanie tego wcześniej. Pierwszą różnicą względem kultowego demo jest przerzutka z angielskiego na polski w lirykach. Nie wiem, dlaczego zespół zdecydował się na taki krok, ale ma to swoje plusy i minusy. Ja śmiem twierdzić, że materiał byłby lepszy, gdyby teksty wykrzyczano po angielsku, ale w obecnej postaci jest też dobrze. Polskie warkoty mają swój urok i brzmią bardzo gniewnie. Muzycznie No Future idzie dalej ścieżką technicznego thrash/death metalu, w którym słychać wpływy wczesnego Death, Pestilence, Morgoth, polskiego Violent Dirge czy niemieckiego Protector, a może nawet Paradise Lost (Bez Przyszłości).
Sicken Crazy/No Future to kawał old schoolowego mięsa. Ja taką muzykę uwielbiam, czerpię z jej prawdziwości i nurzam się w jej brzmieniu. Dzisiaj, kiedy każdy może stworzyć domowe studio i produkować przyzwoicie brzmiące materiały, takie starocie uwodzą swym urokiem i zachwycają żywym brzmieniem. 100% metalu w metalu.
Thrashing Madness na Facebook’u.
- Pierwsza edycja PSYCHOSHOW - 25 marca 2026
- Kingdom of the Lie – „About the Rising Sun” (1993/2025) - 21 marca 2026
- MESSIAH, HELLFUCK, BRÜDNY SKÜRWIEL – GDAŃSK (13.03.2026) - 17 marca 2026
Tagi: 2023, death metal, Morbid Insane, recenzja, reissue, review, Sicken Crazy/No Future, Thrashing Madness, wznowienie.






