Jesień przyniosła kilka ciekawych premier z wytwórni Mara Production. Morię sprawdzam jako pierwszą. Twór ten został założony przez znanego z Putrid Evil (wcześniej Poisoned, Lactovaginal) Dave’a Włodarskiego, który pochodzi z Trójmiasta. Płyta nosi tytuł Path of the Dead i wydana została w klasycznym jewelcase.
Path of the Dead to ukłon w stronę starej szkoły death/black metalu z delikatnymi ciągotami w stronę wczesnego Dissection i Necrophobic (na płycie nawet znalazł się cover Nailing the Holy One). Dave może i nie słodzi za często, nie gra za wiele melodii, ale od czasu do czasu pozwoli sobie na jakieś akustyczne wstawki lub lżejsze partie i wtedy można wyłapać wpływy mistrzów ze Szwecji. Całość jednak jest dosyć brutalna w odbiorze. Klingbein (perkusja) na szczęście nie przesadził z gęstością (a mógł, bo potrafi) i utrzymał staroszkolny charakter riffów. Jego partie są brutalne, szybkie, ale utrzymane w konwencji, dobrze wpasowując się w zamysł twórcy. Kompozycyjnie jest bezpośrednio i „na twarz”, utwory nie są przeładowane i można powiedzieć, że dosyć rdzenne w budowie. Nie ma tu miejsca na ozdobniki czy inne kwiatki, ma być brudno i w stu procentach metalowo. Esencjonalnym dla płyty jest tu w moim uznaniu utwór Mist of Souls, który po bujającym, melodyjnym wstępie wali siarą jak wzmacniane wina dwadzieścia lat temu. Deathmetalowe, riffowe killery mieszają się z thrashowymi, dając diabelski efekt i nietuzinkową moc. Jest to w moim uznaniu idealny temat na wideoklip i wizytówkę projektu.
Na wyróżnienie zasługują też partie wokali Włodarskiego. Obserwuję jego rozwój od lat, a tu nagrał najmocniejsze jak dotąd ryki. Kojarzą mi się z Wiwczarkiem na The Ultimate Incantation albo z wczesnym Witchmaster. Czyli jest agresywnie, zwierzęco i na pełnej.
Czasami, gdy jest mowa o pobocznych czy jednoosobowych projektach, z góry można przygotować się na materiały realizowane po jak najniższej linii oporu i po kosztach. Muzycy chcą pokazać, co w nich przez lata się nazbierało, ale w związku z kosztowną działalnością głównych zespołów nie chcą bądź nie mogą zainwestować odpowiednich sum w solówki. Włodarski do tematu podszedł bez przesadnego patrzenia na koszty. Basy, gitary i wokale nagrał sam, ale do perkusji wynajął już Krzysztofa Klingbeina i nagrał całość w Creme de la Creme Studio w Tczewie. Dla jednej osoby niewątpliwie było to duże obciążenie finansowe, ale w moim uznaniu się opłaciło. Płyta brzmi dobrze. Nie napiszę, że poprawnie, bo poprawny to można mieć angielski akcent – metal powinien być ku… niepoprawny i zły. Taka jest Moria, taki jest twórca Path of the Dead.
Ocena: 7/10
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
- Korypheus – „Gilgamesh” (2025) - 7 lutego 2026
Tagi: 2025, black metal, death metal, Mara Production, Moria, Moria Path of the Dead, Patho fo the dead, recenzja, review, thrash metal.






