Dziś na dywaniku wylądowali debiutanci z Morthus. Na szczęście ich pierwszy pełnograj „Over The Dying Stars” wydała jedna z największych wytwórni PL – Witching Hour Productions, przez jednych wielbiona, a przez drugich znienawidzona. Czy etykietka znanego labela zobowiązuje? Deathmetalowe młokosy rzucili rękawice. Czy słusznie?
Plugastwo powstało pod koniec 2012 roku, kiedy to czterech młodzieniaszków postanowiło dać upust swym inspiracjom. Pobudzeni starą szkołą death metalu spod znaku Morbid Angel, Bathory, Dissection czy Desaster wydali swe pierwsze demo „Legancy of Astaroth”, by przejść naturalnie do kurewsko (nie)dobrej EPki „The Abyss”. Chłopaki zajęci zlizywaniem lukru po dobrych opiniach na temat EPki podpisali cyrograf z Białostockim potentatem. Ostatnim przystankiem na mapie ich kariery jest album „Over The Dying Stars”. Wyczekiwany przez metalowców niczym browar w piekielnie upalny dzień lata, miał zaspokoić pragnienie na więcej Morthus.
Mamy do czynienia z hybrydą black i death metalu. Album zawiera dziewięć utworów o średnich tempach, wściekłych riffach i obłąkanych wokalach. Produkcja jest selektywna, grzeczna i łagodna, więc ta barwa brzmienia pasuje do black/death metalu jak wół do karety – jest zabiegiem chybionym. Gdyby dodać więcej brudu do produkcji najnowszego krążka to zapewne ten materiał zyskałby nieco „jaj”. Tego męskiego pierwiastka w twórczości death metalowców z Warki bardzo mi brakuje. Romantyzm i podniosła atmosfera „Chant Of The Blazing Breath” pozwala wątpić w diabelskość zespołu. Łagodne patenty wyciszeń i zwolnień osłabiają entuzjazm, który ta grupa zgotowała maniakom ekstremalnych dźwięków podczas wydania „The Abyss”. Słucham takich kawałków jak „Gospel For Evil Ang Chaos” oraz „Across the Void” i mam wrażenie, że perkusja i wokal nie dojeżdżają – ich funkcje schodzą tam na dalszy plan. Tak nie powinno być, bo w oldschoolu perka i growl to dwa mocne ogniwa. One powinny błyszczeć na pierwszym planie i miażdzyć od pierwszej chwili! Niestety nic takiego nie słyszałem. Pocieszeniem jest
„Revelation Hunt”, który kłuje uszy wściekłym blastem. Oliwy do ognia dodaje ekstremalny impet instrumentarium i wściekle szybki gitarowy riff. Przy tym kawałku jestem masochistą, bo Morthus walnął mnie w pysk. To właśnie taki typ grania, nieustannie gnający do przodu, sieje chaos i zniszczenie. Takiego Morthusa chciałbym słyszeć na całej płycie! Kolejnym pewniakiem jest prostacki cios w potylice „Sons Of Black Fire”, który to sprawia, że w moim skostniałym organizmie krew szybciej krąży. Zupełnym przeciwieństwem jest „Unholy Cult Of The Ancient One”, którego struktura kompozycyjna jest przewidywalna, nudna i bez polotu – nawet laik zdążyłby się zorientować, że powinno dziać się więcej. Brak przejść, różnorakich i wściekłych riffów, szarpanych solówek, dwubiegunowych growlów pogrzebało potencjał tego utworu. Szoda, że tak szybko!
Jednak jeżeli mam wbić kolejny gwóźdź do trumny zespołu to chyba wolałbym Morthusa z czasów „The Abyss”, gdzie miałem wrażenie, że horda jest wściekłą bestią, która musi wyjść z klatki, bo jeśli tego nie zrobi to eksploduje. Tamten materiał ulokował raczkującą death metalową machinę w zawodowej lidze. Był zróżnicowany i całkiem świeży. Niestety tego nie mogę powiedzieć o najnowszym dziele Morthusa. Zawsze oczekuję od kolejnego wydawnictwa zespołu wskoczenia na kolejny poziom i rozczarowałem się. Słowem zakończenia: muzyka, która pomimo niektórych dobrych momentów nie zapada w pamięć. Mam wrażenie, że „Over The Dying Stars” rzadko będzie kręciło się w moim odtwarzaczu.
Ocena: 6/10
- Hate, The John Doe’s Burial, Shodan – Piotrków Trybunalski (31.03.2017) - 7 kwietnia 2017
- Triptykon i inni – Warszawa (18.03.2017) - 24 marca 2017
- Kobaru: „Wszystko można przerobić i zmienić” - 28 lutego 2017

