Mothflesh – „Machine Eater” (2021)

Mothflesh Machine Eater

Szczerze mówiąc, niewiele wiem o metalowej scenie z Malezji. Napotkanie jej członków w postaci zespołu Motheflesh i ich nowego albumu okazało się ciekawym doświadczeniem. Machine Eater to drugi krążek w historii zespołu, jego premiera streamingowa odbyła się 12 grudnia 2021 roku dzięki Believe Music, a fizyczniak ujrzał światło dnia nieco później, bo 30 grudnia via Goatlordth Records & GLord Records.

Tak, Mothflesh prawdopodobnie dzięki swemu pochodzeniu jest dla nas, Europejczyków, nieco inny. Rozwiązania proponowane przez zespół brzmią jakby świeżej, a prezentowany przez nich djent metalcore nie jest schematyczny i oczywisty. Miałem okazję w ostatnim czasie recenzować kilka materiałów tego nurtu i żaden nie zasłużył w moim uznaniu na większą uwagę, z Mothflesh jest inaczej. Malezyjscy metalowcy kupili mnie praktycznie od pierwszego kontaktu, dzięki stawianiu na masywne breakdowny, mechaniczną bezduszność i agresję, dominującą nad łagodnością.

Materiał brzmi klarownie, instrumenty wbite zostały bezbłędnie, a moją szczególną uwagę przykuły fajnie drapiące gitary. Mógłbym się przyczepić do nieco za bardzo wypchniętych w miksie bębnów centralek, ale chyba w tym tkwi cały urok Machine Eater – nadaje surowość tej całej precyzji, jest uderzenie! Kompozycje są zbudowane dość naturalnie dla gatunku, kojarzą mi się z mistrzami mathcore’a z Car Bomb, a krzyki wokalisty Imrana Muhammada kipią agresją i delikatnie przypominają mi barwę Tatiany z Jinjer (której warsztat wokalny doceniam, aczkolwiek samej muzyki zespołu znieść nie mogę). Czystych wokali nie ma tu wiele, a jeżeli się pojawiają, to prowadzą w klimaty starego nu metalu i muszę przyznać, że mi to odpowiada. Imran może jeszcze nie należy do wybitnych śpiewaków, ale komponuje na tyle umiejętnie, że omija swe niedoskonałości i w głównej mierze trafia partiami w punkt (np. singlowy The Lotus Denial).

Generalnie lubię, gdy kapele są skuteczne. Rozumiem to w sensie takim, że grając jakiś gatunek, wyciskają z niego wszystkie soki, operują w nim z precyzją chirurga – i taki jest nowy album Mothflesh. Mocny, zwarty, pomysłowy i stawiający muzyków na pozycji gotowych do podboju światowej sceny metalowej. Z wałkami takimi jak Hexburm czy Knife in the Back jestem pewny, że zespół jest w stanie zawładnąć publiką na każdym kontynencie.

Ocena:9/10

Mothflesh na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .