Czas płynie, a BMG dba, by wydawać wznowienia albumów Motörhead, które kolejno stają się 40-latkami. W końcówce roku 2023 nasz słynny, serialowy hymn „40 lat minęło” można było zaśpiewać albumowi Another Perfect Day, który w nowej formie miał premierę 3 listopada. Wypuszczony został w wersjach deluxe na podwójnym CD i potrójnym LP. Na obu wydawnictwach poza daniem głównym zamieszczono zapis koncertu, który miał miejsce w Hull City Hall w 1983, i dodatkowo na CD nagrania demo.
Kolejny Idealny Dzień w historii zapisał się jako kontrowersyjny. Wyciskany do granic możliwości zespół znosił złote jaja bardzo długo, co przyniosło spore tarcia w oryginalnym składzie i w końcu doprowadziło do odejścia gitarzysty Eddie’ego „Fast” Clarke’a. Stało się to podczas trasy, co przyparło resztę członków do muru, ale Lemmy znalazł błyskawicznie pretendenta na pozycję gitarowego w postaci Briana „Robo” Robertsona z Thin Lizzy, który jako świetny gitarzysta opanował materiał błyskawicznie. Jednakże był to osobnik posiadający już własny styl, image i nie miał zamiaru naginać swoich ideałów dla Motörhead, co spotkało się ze wzburzeniem wielu fanów, którzy nie chcieli zaakceptować jego stylu ubioru na scenie i nieco miększego stylu gry. Słuchając dziś Another Perfect Day osobiście nie słyszę tu aż takiej rewolucji. Fakt, styl Robertsona był inny, ale też potrafił on zagrać więcej, choć twardzi fani, chcący słyszeć kolejne kopie Ace of Spades, mogli się pewnie rzeczywiście wkurzyć słuchając nowych kompozycji. Myślę, że ten album okazał się zbawienny dla stylu zespołu, wpuścił nieco powietrza i pokazał, że w dosyć zabetonowanym świecie rock 'n rolla można zbudować coś nowego. Myślę również, że stał się on silną inspiracją dla wielu zespołów tworzących muzykę z odmiany melodyjniejszego r n’ r, gdzie mógłbym wskazać choćby nazwę Turbonegro czy nawet The Hellacopters.
Another Perfect Day stał się w tamtym czasie albumem, który zbił Lemmy’ego i spółkę z podium i nauczył pokory, pokazując jak bezlitosny potrafi być showbiznes. Dla mnie od tego albumu zaczęła się era dojrzałego Motörhead. Zespół zakończył pęd za podbijaniem list przebojów, przekraczaniem barier podnoszenia głośności na żywo i dzikości kompozycji. Stał się świadomy, dorosły, a bogatsi w doświadczenia muzycy znaleźli drogę, którą chcieli iść dalej, bez spełniania czyichś oczekiwań i wymogów rynku.
Co tyczy się zaś samej jakości wydawnictwa, to otrzymałem na potrzeby tego tekstu potrójny winyl. Krążki spakowane zostały tradycyjnie w twardą księgę zawierającą dużą liczbę zdjęć i materiałów promocyjnych bliskich wydaniu płyty. Kompozycje składające się na album Another Perfect Day zostały zremasterowane w Air Studios przez Barry’ego Grinta, którego praca nie wniosła przesadnych nowinek do oryginalnego brzmienia. Album brzmi nieco mocniej niż oryginał, nieco dynamiczniej i może czyściej, ale nadal słychać odpowiedni brud, charakterystyczny dla załogi Motörhead. Wpływ podkręcenia brzmienia jest ledwo wyczuwalny.
Dodany jako bonus Live at Hull City Hall 1983 jest tu w moim uznaniu niezłym kąskiem. Na albumie, pomimo oczywistych wpływów swojej gry, Robertson jednak starał się utrzymać w konwencji, natomiast na załączonej koncertówce już słychać, jak bardzo pozwalał sobie na szaleństwa i popisy. Jego styl gry sprawia, że ta koncertówka brzmi zupełnie inaczej niż wszystkie inne „lajwy” jakie mogłem słyszeć z obozu tria. Liczba świetnych, bardzo melodyjnych zagrywek, solówek i wtrętów granych przez Robo jest bardzo duża i pokazuje tu Motörhead jako bardzo urozmaicony muzycznie band, a nie jako siłowy, rock 'n rollowy czołg. Dla mnie rzecz bardzo interesująca i warta obsłuchania.
Motörhead na Facebook’u.
- Exhumed – „Red Asphalt” (2026) - 18 lutego 2026
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
Tagi: 2024, BMG, deluxe edition, Lemmy, Motörhead Another Perfect Day, recenzja, remastered, review, rock n' roll, wznowienie.






