Site icon KVLT

Motörhead – „Live at the Montreux Jazz Festival ’07” (2023)

MOTORHEAD-LIVE-AT-MONTREUX-JAZZ-FESTIVAL-07-2CD

„We are Motörhead and we play rock’n’roll!” – od takich słów, wypowiedzianych przez Lemmy’ego Kilmistera, rozpoczyna się nowe wydawnictwo Motörhead – Live at the Montreux Jazz Festival ’07. Koncert został wydany na CD oraz winylu (w formie gatefoldu) i właśnie z tego drugiego formatu mam przyjemność odsłuchania krążka, który obracając się na klasycznym, podwójnym, czarnym jak smoła placku, wypełnia mój salon charakterystycznym jazgotem muzyki brytyjskiego zespołu. Nigdy nie miałem okazji zobaczyć Kilmistera na żywo – żałuję, ale i tak zawsze zdawałem sobie sprawę, że był on rażącą pełną siłą, koncertową maszyną. Namiastkę tego można usłyszeć na nowej koncertówce. Pierwsze wieści o niej wywołały u mnie myśl: „po co kolejny live album? przecież podobnych są dziesiątki”. Skonfrontowanie swojej niechęci z owym materiałem szybko wyleczyło mnie z wątpliwości co do jego sensu. Koncert brzmi świetnie, a dobór utworów pozwolił mi spojrzeć na nieco zaniedbaną historię nowożytną zespołu – podczas wydarzenia trio promowało album Kiss of Death, a setlista skupia się nie tylko na żelaznych klasykach.

Dwie płyty winylowe to aż dziewiętnaście ciosów wziętych z różnych okresów działalności kapeli. Oprócz mocarnych Ace of Spades, Overkill, Stay Clean czy Over the Top posłuchać można, dla przykładu, pochodzące z krążka Inferno utwory Killers, Whorehouse Blues czy, z Kiss of Death, One Night Stand i Be My Baby. Niewątpliwie warto zwrócić uwagę na cover oryginalnie wykonywanej przez Thin Lizzy kompozycji Rosalie, świetnie pasującej do reszty materiału. Muzycy nie byliby sobą, gdyby nie umieścili na albumie także popisów solowych, toteż mamy tu do czynienia z potężnym perkusyjnym solo Mikkeya Dee, który młóci gary, jakby miał zamiar kompletnie je zniszczyć pod gradem silnych uderzeń.

Motörhead uchodzi za zespół wielki, a muzycy, z Lemmym Kilmisterem na czele, za bardzo charyzmatycznych i zasłużonych. Koncert na Montreux Jazz Festival tylko tego dowodzi – nie miał prawa zagrać na nim nikt przypadkowy. Oprawa wizualna i sprzętowa była potężna i przełożyła się na dobry, profesjonalnie zrealizowany występ, a w efekcie końcowym – fenomenalnie brzmiący. Nie wątpię, że znajdą się malkontenci z zastrzeżeniami do doboru utworów, ale dla mnie tracklista okazała się zaletą. Przypomniała, że Motörhead to nie tylko Overkill i Ace of Spades, ale kapela z bogatą, równą dyskografią, której poznanie gwarantuje kilka ładnych tygodni młócenia prawdziwego, hałaśliwego rock’n’rolla.

Ocena: 9/10

Motörhead na Facebook’u

Exit mobile version