Karkołomnego zadania podjęła się francuska doom metalowa formacja Mourning Dawn na swojej ostatniej EPce, wydanym w 2017 roku minialbumie Waste. Trzy-utworowe wydawnictwo, składające z bliźniaczo do siebie podobnych numerów, trwających po 24 minuty każdy, to w zasadzie bardzo prosty przepis na tragedię i chyba nie muszę specjalnie opisywać obaw, które towarzyszyły mi, gdy wkładałem płytę do odtwarzacza. Z przyjemnością więc stwierdzam, że biorąc pod uwagę okoliczności, zespół wyszedł z tej próby obronną ręką, a przebrnięcie przez ich czteroletnią EPkę nie było tak trudne, jak się tego spodziewałem.
Jest to głównie zasługa ich talentu kompozytorskiego. The One I Never Was to bowiem absolutnie rewelacyjny doomowy kawałek. Hipnotyzujący rytm, wciągająca melodyka, skomplikowana kompozycja rozpaczliwy wokal i odpowiadająca mu warstwa liryczna, świetne brzmienie – to wszystko razem tworzy znakomity numer, stanowiący bazę dwóch pozostałych pozycji na krótkiej trackliście. Już po kilku minutach mogłem stwierdzić, że Francuzi to poważni zawodnicy na doom metalowej scenie i z chęcią sprawdzę ich pełne albumy (zaczynając od wydanego w tym roku Dead End Euphoria).
Po pierwszych dwudziestu czterech minutach czas na kolejne. Dźwiękowe różnice pomiędzy The One I Never Was i The One I’ll Never Be działają na tej samej zasadzie, co tytuły tych dwóch pozycji – jest to w zasadzie to samo, tylko troszkę inaczej podane. Ten drugi utwór ma więcej ozdobników i wydaje się bogatszy aranżacyjnie, jednak główna linia melodyczna pozostała bez większych zmian. Słuchamy więc poniekąd „wersji B” utworu otwierającego EPkę. Da się to jednak bezboleśnie przeżyć, gdyż fundament jest tu tak dobry, że gdyby tylko on był nagrany na płytę, to pewnie i tak przynajmniej raz bym ją zapętlił. Co za dużo to jednak niezdrowo – takim „za dużo” jest tu słuchanie trzeciego z bliźniaków, tytułowego Waste (the deconstruction of a human being). Oczywiście znowu trochę różni się on dwóch pozostałych, również ponownie jest on sam w sobie świetnym numerem i określiłbym go bardziej jako rozwinięcie The One I Never Was niż jego kolejną kalkę, choć nazwanie go „wersją C” nie byłoby wcale bezzasadne. To dlatego, że jego trzon jest ulepiony z dokładnie tej samej gliny, przez co niestety w końcu w cały koncept Waste wkrada się znużenie.
Funeral doom metal również można przedawkować i tak też niestety jest z tą EPką. Mamy tu 74 minuty świetnego materiału, który jednak ma sporo wspólnego z recyklingiem. Jak już wspomniałem, jestem jednak mile zaskoczony tym, że przejście przez niniejszy krążek okazało się w miarę bezbolesne. Spodziewałem się nudy i wyczekiwania na koniec, dostałem sporo świetnego grania, które pod koniec niestety ugięło się pod ciężarem zadania, które zespół sam sobie postawił. Tak czy siak, brawa za odwagę i również za wykonanie.
Ocena: 7.5/10
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: 2017, Aesthetic Death Records, doom metal, ep, funeral doom metal, Mourning Dawn, recenzja, review, Waste.






