New World Depression – „Abysmal Void”(2025)

Jest 19.09.2025 roku, dzień premiery nowej płyty New World Depression zatytułowanej Abysmal Void. Jeżeli nie słuchaliście jej w dzień premiery (jak ja to teraz robię) to mam nadzieję, że sięgniecie po nią w dniu czytania tej recenzji. Płyta została wydana nakładem Testimony Records, z którą załoga dopiero co podpisała papiery.

Najpierw o kontrakcie. N.W.D jest na scenie już dwadzieścia lat, od jakiegoś czasu można było zauważyć spory postęp i zwarcie w szeregach zespołu. Dwie płyty zostały wydane z pomocą Fucking Kill Records, co ostatecznie pomogło w podpisaniu kwitów z legendą podziemia w postaci Testimony. Uważam, że zespół latami pracy zasłużył sobie na ten krok naprzód i liczę, że nabierze wiatru w skrzydła.

Po udanych albumach w postaci Interment of Sins i Descent nie spodziewałem się, by nagle band miał zatrzymać swój rozwój czy obniżyć loty. Nie zawiodłem się. Abysmal Void okazał się bardzo równym i dojrzałym krążkiem, co w moim uznaniu jest jego największą siłą. Muzycy już wcześniej potrafili uderzyć z dużą skutecznością, ale mam wrażenie, iż do tej pory nie udało im się stworzyć płyty w pełni zwartej, jednolitej, będącej naturalną całością. N.W.D oddał się w pełni starej szkole death metalu. Czterdzieści minut trwania albumu to hołd dla najmocniejszych załóg z lat 90. z bardzo małym procentem wpływów, które by można zaklasyfikować na nieco nowsze. Niemieccy muzycy postawili na pokazanie w pełnej chwale swojej miłości dla załóg takich jak Asphyx, Bolt Thrower (!), At the Gates czy wczesny Death. Utwory są przejrzyste, nieskomplikowane i maksymalnie nośne. Zespół porusza się w średnich tempach, czasami przyspieszając –ale nigdy nie pozwalając sobie na wycieczki w kierunku blastów – i stawiając na groove i klarowność. Daje to mega wciągający materiał, który momentalnie wbija się do bani i tam już zostaje. Pójdę nawet dalej ze stwierdzeniem, że przebojowość kompozycji w pierwszym kontakcie była wręcz natarczywa i dopiero z kolejnymi odsłuchami opuściłem gardę i dałem się ponieść. Kiedy to zrobiłem, byłem już „przegrany”, mieli mnie w całości.

Co ciekawe, im dalej lecimy z odsłuchem płyty, tym jest ciekawiej – moje ulubione utwory z płyty to ostatnie trzy kompozycje. Nie wiem, czy był to ruch zamierzony, czy przypadkiem tak wypadło, że te kawałki trafiły w mój gust, ale od manifestującego walkę z rasizmem i faszyzmem Expect No Mercy do samego końca płyty N.W.D umieścił utwory najlepiej mi pasujące. Expect… jest szybkim, agresywnym kawałkiem ubranym w zapamiętywalny refren kojarzący mi się nieco z Arch Enemy czasów Angeli Gossow. Kolejny, Carnage, to jazda zbudowana na riffie w stylu Grand Supreme Blood Court i w moim uznaniu niewpisanie go do koncertowej setlisty byłoby sporym błędem. Jest to utwór typu urywających łby, nawet gdy się go nie słyszało wcześniej. Jestem bardzo ciekaw, czy już został wypróbowany w warunkach bojowych i jakie były tego efekty.
Zamykający Moonbound Hunger rozpoczyna się miarowym rytmem perkusyjnym, z czasem dołączają gitary, by wbić w glebę słuchacza. Wałek ponad wałki, druzgocący ściany i wybijający szyby.

Skuteczność kompozycji zapewne byłaby mniejsza, gdyby nie świetne, czytelne brzmienie albumu. Abysmal Void został nagrany w legendarnym Soundlodge Studio z Juanem Castellano za heblami i efekt jest bardziej niż dobry.

Zdecydowanie jest to krążek, który wypróbowałbym na czarnym placku nie tylko ze względu na dobre brzmienie, ale i charakter. New World Depression uderzyło w nostalgiczną nutę, przekuwając stal na własny użytek. Niemieccy wielbiciele starej szkoły nagrali album optymalny, sięgnęli po najlepsze wzorce i włożyli w nie swoje serce, by stworzyć coś we własnym stylu. Dobra pozycja na początek jesieni, polecam szczerze.

Ocena: 9/10

New World Depression na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .