No to mamy kolejnego nowego gracza na rodzimej stonerowo-psychodelicznej scenie. Mowa o wrocławskim kwartecie Noise River, który po wypuszczeniu na przestrzeni minionych dwóch lat czterech singli, postanowił we wrześniu bieżącego roku zadebiutować cztero-utworową EPką zatytułowaną po prostu Noise River. No, cztero-utworową, jeśli zdecydujecie się na wersję cyfrową. Wydanie fizyczne oprócz samej EPki zawiera jeszcze wspomniane cztery single oraz Soil Heritage – czyli razem ponad godzinę muzyki.
Metraż jest więc całkiem długi, jednak Wrocławianie grają wystarczająco dobrze, aby nie okazał się on zbyt długi i zabójczo-nudny. Na debiutanckim minialbumie Panowie mieszają stoner z rockiem psychodelicznym, a nawet momentami space rockiem, nie bojąc się wplatać w to od czasu do czasu doomowych wręcz riffów. Każda kompozycja na krążku (za wyjątkiem stanowiącego pomost między nową EPką a starymi singlami Soil Heritage) ma w sobie jakieś udane fragmenty – najczęściej są to całe numery (bo formacja potrafi bawić się w ten rodzaj muzyki), czasami jedynie mniejsze lub większe ich części (druga połowa Heartless Voices i Heat of Summer). Narzekać nie sposób również na zróżnicowanie w obrębie formy przekazu – w podstawowej części EPki oprócz trzech klasycznych utworów znajdziemy znakomity, dziesięciominutowy, niemalże pozbawiony wokalu Shamanic Rites and Preacher’s Lament. Wspomnianą różnorodność jeszcze bardziej docenią posiadacze wydania fizycznego, a to dlatego, że wśród bonusowych singli można znaleźć też ledwie trzyminutowy, bardzo energiczny Wizard czy ponad dwudziestominutową improwizację instrumentalną (Trip to Nebula C16), podczas której nietrudno o prawdziwy odlot.
Czy wewnątrz tej kopalni nośnych, a przy tym nie pozbawionych ciężaru stonerowych riffów znalazło się miejsce na jakieś mankamenty? W zasadzie nie. Wprawdzie można dosłyszeć lekki rozjazd brzmieniowy pomiędzy podstawową częścią Noise River a bonusowymi singlami, jednak z racji tego, że część z nich była nagrywana w innych miejscach i miksowana przez różne osoby, uważam te różnice za naturalne i raczej nie do uniknięcia. Zresztą single to bonusy i nie fair byłoby czepianie się tego faktu i obniżanie z tego powodu oceny końcowej. Dodam jeszcze, że początkowo nie byłem do końca przekonany do wokalu Jacka Węgrzyna, jednak z każdym kolejnym odsłuchem EPki ścieżki wokalne wchodziły mi coraz bardziej, aż w końcu weszły bez popitki.
Nie da się ukryć, że Noise River zaliczają mocne wejście w polski stoner. Dotychczasowy dorobek formacji posiada spory potencjał koncertowy i wprost nie mogę doczekać się jakiejś okazji do zobaczenia kwartetu na żywo. Z zaciekawieniem będę również wypatrywał kolejnych nowości ze strony Wrocławiaków i mam nadzieję na pełniaka w niedalekiej przyszłości.
Ocena: 8.5/10
Noise River na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: 2022, ep, Noise River, recenzja, review, stoner rock.






