Noise River – „Songs of Joy & Black Magic” (2023)

Wbrew własnemu postanowieniu nie obserwowałem działań Noise River zbyt uważnie, przez co bardzo szybko po zrecenzowaniu ich debiutanckiej EP-ki kolejne poczynania wrocławiaków zniknęły z mojego radaru. W związku z tym, pewnego wrześniowego wieczoru, pierwszy longplay w ich karierze wyciągnąłem z paczki z wielkim zaskoczeniem, któremu towarzyszyła również niemała ekscytacja, że ten bardzo obiecujący skład postanowił szybko pójść za ciosem.  

Jeśli zeszłoroczny minialbum zaznaczał obecność Noise River na krajowej scenie, to Songs of Joy & Black Magic winduje zespół do rodzimej stonerowej topki – przynajmniej jeśli chodzi o poziom, choć wydaje mi się, że popularność w tych kręgach również nadejdzie, i to raczej prędzej niż później. Mankament dostrzegłem tylko jeden – za mało na nim zwięzłych i tryskających energią kompozycji takich jak Pussy oraz Generic Stoner Highway Song, mogły one również być nieco lepiej rozlokowane na trackliście. Panowie zdecydowanie potrafią szybko, radośnie i stonerowo grać, więc chciałoby się usłyszeć tego trochę więcej niż dwa kawałki oraz druga połowa Tihs Eht Taeb. Pozostała część krążka płynie raczej niespiesznie, pozwalając w pełni zatopić kły w pustynnym piachu, który po odsłuchu wciąż czuje się między zębami, oraz zagłębić się i odlecieć przy bardziej psychodelicznych dźwiękach, których na Songs of Joy & Black Magic również nie brakuje (chociażby w instrumentalnym, nieco jazzującym Sex on the Desert). Mało tego, słyszymy też nieco „soundgardenowy” riff w The Rise and Fall of Barabash Kowalski oraz uderzenie w bardziej doomowe tony, na przykład na końcu Secret of the Monk: Long Trip to Asqelon. W numerze tym pojawia się też damski wokal, który słychać również w You Got Me Waiting i Tihs Eht Tæb.  

Wspominałem już, że słucha się tego wszystkiego znakomicie? Jeśli nie, to robię to teraz – mnóstwo nośnych melodii sprawia, że odsłuch nowego wydawnictwa Noise River jest nie tylko bardzo przyjemny, ale również chce się do tego krążka wracać. Kompozycje mimo swojej długości (jedynie wspomniane Pussy i Generic Stoner Highway Song nie przekraczają siedmiu minut) ani przez moment nie nużą i nawet odrobinę odstający od reszty instrumental mogę z czystym sumieniem określić jako dobry, choć wrzucenie w jego miejsce jakiegoś szybkiego ciosu byłoby według mnie nieco lepszym posunięciem.  

Co tu dużo mówić? Kwartet wykonał świetną robotę i udowodnił, że niezwykle udana EP-ka nie była ani dziełem przypadku, ani szczęściem debiutantów. Cieszy mnie to bardzo, bo świetnych stonerowych kapel nigdy za wiele. Za sprawą Songs of Joy & Black Magic panowie mają już wystarczająco dużo materiału, aby w przyszłym roku z powodzeniem odwiedzić jakieś większe stonerowe festy. Mam nadzieję, że do tego dojdzie, gdyż na każdej takiej imprezie będą stanowić wartość dodaną, no i oczywiście bardzo liczę na to, że w 2024 roku będzie mi dane uczestniczyć w ich koncercie. Póki co wciskam przycisk „replay” i ponownie wybieram się z nimi na pustynię.  

Ocena: 9/10

Noise River na Facebooku

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , .