Site icon KVLT

Nyshynga – „The Highest Class of Killing” (2004/2023)

Co prawda rok się jeszcze całkiem nie skończył, ale na tym etapie mogę napisać, że 2023 minął mi pod znakiem wznowień i reedycji. Jako gość, którego gust jest silnie zakorzeniony w początkach przygody z muzyką, absolutnie nie narzekam i cieszę się z kolejnych „nowych” staroci lądujących w moim sprzęcie. Dziś kolejna perełka czasów przeszłych – dzięki wytwórni Spook Records, która położyła swe łapy na klasycznym już dziś materiale zespołu Nyshynga, noszącym tytuł The Highest Class of Killing.

Płyta miała swą oryginalną premierę w 2004 roku i była dostępna tylko na wypalanym przez zespół CD-r, więc wypuszczenie jej w należytej oprawie i dystrybucji jest jak najbardziej pożądane. Materiał został poddany remasteringowi, który wykonał Marcin Czajka (znany z Coalition), co nadało mu nowego życia. Utworów słucha się dobrze, brzmią wręcz ponadczasowo i to nie tylko dzięki nowej oprawie brzmieniowej, ale także bardzo pomysłowej muzyce, która zawiera w sobie wiele elementów połączonych ze sobą w sposób odważny i ciekawy.

Nyshynga należała do nurtu związanego z vegan straight edge i kryshnacore. Pojęcia te mówią wprawdzie więcej o ideologii muzyków, niż samej muzyce, ale wystarczy dodać, iż band poruszał się na scenie stricte hardcore’owej, aczkolwiek moim zdaniem ich muzyka wychodziła znacznie dalej, pozwalając na bardzo dużo wpływów innych gatunków. Niewątpliwie materiał znajdujący się na The Highest Class of Killing należy do agresywnych, sporo tu ciężkich riffów, rozkrzyczany wokalista i gęste bębnienie dominują na całości płyty. Ale równolegle zespół dodaje wpływy muzyki plemiennej, a gdzie indziej używa świetnych harmonii gitarowych i różnorodnych solówek (mój numer jeden to lot w stronę Meshuggah w You Don’t Know Me). Kompozycje są wielowarstwowe, nieoczywiste, pełne smaczków, a co za tym idzie – najnormalniej dopracowane. Muzycy zadbali, by ich dzieło nie wykładało wszystkich kart na stół przy pierwszym odsłuchu, a powoli pozwalało się poznać.

Zdecydowanie jest to album skierowany nie tylko do starych fanów, ale i ludzi, którym nazwa Nyshynga nic nie mówi. Pomimo dwudziestu lat od nagrania, płyta nadal ma wiele do zaoferowania i w żadnym wypadku nie stała się archetypem. Co się tyczy przynależności gatunkowej, uważam, że nie jest to też album tylko dla hardcore’owców. Bogata struktura utworów może być atrakcyjna tak samo dla HC załogantów, jak i metalowców lubiących czasami posłuchać muzyki pełnej groove i bazującej w dużym stopniu na energii i dynamice.

Spook Records na Facebook’u.

Exit mobile version