Ci z Was, którzy sumiennie czytają Kvlt znają już zapewne francuski projekt Obscurite. Jeśli tak, to wiecie zapewnie, ze nie tak dawno recenzowałem drugi album Monsieura Foga i cóż… na kolana przed żabojadem nie padłem. Także ten… wiecie już wszystko.
A żeby zakończyć mój epizod z francuskim Epic Black Metalem rzucę dziś lwom na pożarcie pierwszą część projektu Foga – Contemplantion. Zatem release lions!
Utwór pierwszy zaczyna się prostym powtarzalnym riffem wspartym perkusyjną ścianą uderzeń. Wokal jakby z tyłu (trochę jak u Vinterriketa), ale tego typu zabiegi to ja akurat lubię. Gorzej z tym motywem przewodnim, którego stopień skomplikowania niczym wstęp do Nothing Else Matters Metalliki po pewnym czasie nieco nuży. Paien jest może nieco wolniejszy i bardzo, ale to bardzo słychać na nim Summoninga. Którykolwiek z utworów Austriaków, gdyż jak wiadomo ta kapela również nie różnicuje zwyczajowo swojego repertuaru. Mimo skojarzeń to bardzo fajny kawałek i szkoda, że jest jednym z najkrótszych na albumie. Kawałek tytułowy to tak jakby ciąg dalszy poprzedzającego go Paien. Ta sama melodia, ten sam riff, ten sam pomysł, nieco inne brzmienie. Może jest jeszcze troszkę wolniej, ale za to z pewnością mniej znośnie. I jak na złość znacznie dłużej. Dobrze, to już słyszeliśmy, przewijamy. Dobry wynalazca przycisku Fast Forward przenosi nas w nieco bardziej skoczne klimaty i na szczęście nieco inne riffy. Melodyka jest tu ciekawa, można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że delikatnie połamana. Delikatniusieńko. Ale daje radę. Nieco życia oraz przyspieszony przepływ krwi w żyłach wprowadza dopiero utwór numer pięć o dźwięcznej nazwie Reminiscence. Nie gubiąc epickiego płytowego klimatu potrafi z łatwością utrzymać moje paluchy z dala od przycisków na pilocie. No, może poza tym z napisem volume up. Na szczęście Reminiscence stanowi nowe otwarcie na krążku i następujacy po nim Des Ailes również utrzymuje właściwsze tempo muzyki przy tak niewielkim stopniu jej skomplikowania. Jako że riffy (o czym bąkałem już wcześniej) do specjalnie połamanych nie należą. Elegie kopiuje klimat poprzednich dwóch kawałków i doprowadza nasz żwawo i skocznie do utworu numer osiem. Utwór ten, jako przedostatni przedstawiciel Contemplation wycisza nieco skołatane (u niewprawionych słuchaczy) nerwy i nadwyręża je nieco u słuchaczy bardziej otrzaskanych w Black Metalu. Znów powtarzalny prosty riff, znów wolniejsza perkusja i znów nieco schowany growl. I choć szybsze fragmenty występują w tym kawałku także, to utwór pozostawia w uszach pewien niesmak zastosowania na nas muzycznego wypełniacza. Album zamyka instrumentalny liryczny monodramat zagrany wyłącznie na instrumentarium strunowym. Takie plumkanie, niby przyjemne, ale bez przewodniej myśli. Przypomina bardziej próbkowanie i brzdąkanie gdzieś na łóżku we własnym pokoju, niż pełnoprawny utwór na płytę. Choć nie, nie jest tak źle, na luzie idzie wytrzymać przy tym do końca. Do końca płyty nawet!
Zapytacie mnie pewnie teraz, po co się tak męczyłem z tym albumem. A ja wam odpowiem: nie męczyłem się. Po prostu chciałem usłyszeć, co będzie za zakrętem. Nie przypuszczałem tylko, że żadnych wiraży nie będzie, tylko jedna długa prosta. Oto jest i konkluzja oraz podsumowanie Contemplantion – długa prosta!
Ocena: 4,5/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022

