Site icon KVLT

Obscurite „Contemplantion II” (2015)

Le Mans kojarzy się wszystkim z całodobowymi wyścigami samochodowymi. Niektórym koneserom może także kojarzyć się z serami lub winami, jeśli komuś Tylżycki i Fresco wydają się zbyt plebejskie. Miłośnikom historii i architektury znudzonym lokalnymi atrakcjami w Mosznie (albo w Mosznej, jak kto woli) i Kórniku może Le Mans kojarzyć się z piękną starówką i katedrą pod wezwaniem św. Juliana (nie, nie tego z Madagaskaru). Natomiast pewnie nikomu Le Mans nie kojarzy się z Black Metalem.

I tu znów w sukurs przychodzi żabojadzka wytwórnia Ossuaire Records (tak, ta od Norman Shores między innymi). A na arenie znów pojawia się Mr Fog (tak, również ten od Norman Shores). Taki mają tam lokalny kurwidołek.

Album Contemplation II to (uwaga, będzie spoiler) druga część wydanej w roku 2014 płyty Contemplation. Jak do tej pory jedynych dwóch wydawnictw projektu Obscurite. I jak na undergroundową wytwórnię przystało, wydawnictwo wypuszczone zostało w świat w limitowanej ilości 500 egzemplarzy. Czy to mało? No więc wszystko zależy, z jakiego punktu widzenia patrzymy na francuski projekt i jak znajdziemy jego ciepły jeszcze (bo z 22 grudnia) album.

Niby dziesięć utworów a zaledwie 48 minut muzyki. Jak na epicki metal niecałe pięć minut na kawałek to niezbyt wysoka średnia. Tyle że nie samymi cyferkami żyje człowiek. Przyjrzyjmy się więc albumowi ze strony nieco mniej mierzalnej…

Album zaczyna się klasycznym, krótkim i subtelnym intrem. A później to już leci. Równie zresztą klasycznie. Melodyjna linia gitar, schowana gdzieś w tle perkusja, pierwszoplanowy growl i wspierające go czyste chórki. Nic tu nie powala na kolana, nic nie ubogaca naszego jałowego żywota. Na niczym nie idzie zawiesić ucha. Contemplation można by nawet nazwać muzyką tła o przeznaczeniu zgodnym z tytułem albumu. Podczas jego słuchania można sobie swobodnie rozmyślać nad sensem i istotą bytu, a w tle będzie sobie leciało coś tam niezobowiązującego.

Ciężko coś o tej płycie napisać. Jest ze wszech miar prawidłowa, równa, niezła, spójna i niczego nie można jej zarzucić. Jest jak szum morskich fal, które może i są przyjemne, ale szaleństwa w nich darmo szukać. Jest jak Ford Focus albo Skoda Octavia – ze wszech stron poprawna i na tym koniec. Tyle, że w przeciwieństwie do funkcjonalnych samochodów lub mającego zabić głód kotleta, muzyka ma dostarczyć czegoś jeszcze. Emocji! Tego, czego wśród samochodów dostarcza Lamborgini Avenador. A w kulinariach trufle, kawior i szampan. Ten prawdziwy!

Ocena: 6,0 / 10.

Exit mobile version