Obsidian Mantra – „As We All Will” (2024)

Obsidian Mantra As We All Will Cover(1)

Łapię w ręce nową płytę Obsidian Mantra i uderza we mnie przemijanie czasu. To już cztery lata! Cztery lata temu po raz pierwszy usłyszałem ten zespół i opisałem swe doznania w recenzji Minds Lay Astray. Czas naprawdę za szybko mija… Są tego jednak pozytywy i jest to właśnie iluzja małej przerwy i okresu oczekiwania na kolejne dzieło. Album ten został zatytułowany As We All Will i został wydany 27 września z logo wytwórni Via Nocturna.

Wiele sobie obiecywałem po tym albumie, Minds Lay Astray otwierał zespołowi szeroki wachlarz rozwoju i praktycznie brak ograniczeń gatunkowych. Narobiłem sobie przez to apetytu i wyobrażałem, najlepszy według mnie kierunek dla zespołu. Jak się okazało, było to naiwne myślenie i spowodowało spory zawód, no ale po kolei…

Okładka płyty obiecywała wiele, zdjęcie autorstwa Pilar Martinez swą tajemniczością i klimatem pokierowała me myśli ku obietnicom albumu silnie zainfekowanego atmosferą i pojawiającym się fragmentarycznie na poprzednim krążku post metalem. Już singlowy Cult of Depression pokazał, że panowie mają nieco inne wizje siebie niż te wyimaginowane przeze mnie, ale się nie łamałem – wszak jeden utwór płyty nie robi. Zasiadając do pierwszego odsłuchu byłem nastawiony pozytywnie. Nastawienie to zostało złamane gdzieś przy czwartym utworze, gdy byłem już pewny, że muzycy nie mają zamiaru zwalniać, a całość leci torem kompozycji singlowej. Nie dosłuchałem do końca. Dwa następne odsłuchy skończyły się podobnie. Z upływem czasu trwania płyty traciłem nią zainteresowanie i dopiero siadając do recenzji „łyknąłem” całość, co trochę złagodziło wcześniejsze zniechęcenie, ale też diametralnie nie zmieniło odczucia.

Dobrze rokujący, ambitny Obsidian Mantra na nowym krążku skierował się w stronę muzyki bardziej zbitej, koncertowej i co za tym idzie – niestety przewidywalnej. Utwory zbudowane są na podobnym patencie, gdzie nieraz skoczne, rwane riffy mieszają się z blastami i dysharmoniami (czasami trochę po decapitatedowemu). Najgorsze jest w tym wszystkim to, że wszystkie te składowe są wymieszane w taki sposób, że utwory nie są rzeźnickie czy „przebojowe” w death metalowym tego słowa znaczeniu. Odbieram je jako nijakie, utrzymane gdzieś pośrodku i przez to niewyróżniające się z tłumu. Dodatkowo całą tą nijakość uwypuklają wokale, które zamiast pociągnąć utwory do przodu „atakują” jednostajnością i bliźniaczym niemal w każdym utworze układem sylab w wersach.

Zespół ma warsztat, zespół się stara, ale mnie to nie niesie, nie porywa, nie uwodzi. Zamiast tego atakuje wtórnością. Było trochę takiego grania w kraju, przytoczę dla przykładu świetny Anaclasis zespołu Hate. Na tej płycie warszawiacy pokazali jak mieszać death metal z chwytliwością w sposób skuteczny, optymalny i jak widać niedościgniony, a było to niemal dwadzieścia lat temu.

Nie wiem, na ile Obsidian padł ofiarą moich oczekiwań, a na ile faktycznie nie trafił z płytą w czas i miejsce. Obserwując social media widzę, że płyta jakiś feedback ma, więc jest trochę ludzi, którym to granie przypadło do gustu. Nie wątpię, że gdyby to była pierwsza płyta zespołu, którą usłyszałem, to dałbym muzykom kredyt zaufania, ale powiem szczerze – nie jest to muzyka, jaką mam chęć słuchać w 2024 roku i obawiam się też, że takim graniem nie da się podbić sceny, która mogła zostać podbita przy podejmowaniu kilku innych, muzycznych decyzji. Nie powiem tu też, że trio jest zespołem złym, będę nadal obserwował jego ruchy i czekał na rozwój zdarzeń, licząc na płytę, która mnie zmiecie z planszy.

Ocena: 4/10

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .