Z Obsidian Mantra do tej pory się mijałem. Po sprawdzeniu Minds Lay Astray korzę się w pokorze. Nowy krążek jest drugim, pełnym w historii po wydanym w 2017 roku Existential Gravity i Epce Burden Brought by Whispers. Założony w roku 2014 zespół zaiste stara się wymykać prostym szufladkom i tworzy sztukę zbijającą z pantałyku lubujących się w oglądaniu świata tylko w kolorach białym i czarnym. Pomiędzy tymi barwami kryje się wiele odcieni szarości i tam należy szukać Obsidian Mantra. To trio wije się, poszukuje, omija oczywistość i stara się nie przynależeć do żadnego podgatunku metalu. Bo tak. OM jest zespołem metalowym, bez dwóch zdań, ale jaki rodzaj stali uprawia już niełatwo określić.
Materiał nagrano w kilku lokalizacjach. Puls płyty, czyli perkusję, położono w Nebula Sudio, wokale w Decybelia Studio, a gitary w znanym Zed Studio, gdzie album również został zmasterowany i zmiksowany. Te zabiegi dały ciekawy efekt końcowy, metalowe i dołujące brzmienie jednocześnie posiada przestrzeń i nie uderza sztucznością. Porównując album z debiutanckim krążkiem, zauważyłem, że muzycy skierowali się na Minds Lay… w stronę brutalniejszego grania. Post metalowe zaciągnięcia są jak najbardziej nadal wszędobylskie, aczkolwiek zrobiło się znacznie ciemniej, mroczniej i ciężej. Zaryzykuję stwierdzenie, pamiętając trasę Behemoth, którą rozpędzał dla nich Obscure Sphinx, że Obsidian Mantra AD 2020 brzmi w moim uznaniu jakby połączyć te dwa zespoły na pewnych levelach. Niskie, transowe riffy poprzeplatane są okazjonalnymi blastami czy dwustopowymi walcami, dzięki czemu pewnie najłatwiej byłoby posadzić zespół na półkę post black metal. Ja tego nie zrobię, ponieważ na moje ucho zespołowi nadal bliżej do szukania inspiracji w odlotach pewnego rodzaju progresji niż wśród fiordów Norwegii.
Ponad czterdzieści minut trwania płyty składa się na osiem kompozycji i dwie miniatury, daje to średnią długość utworu oscylującą w granicach pięciu minut. Jak widać zespół daje sobie czas, by wyrazić siebie w kompozycji, ale w żadnym wypadku nie nudzi, choć na pewno nie należy do tych ładujących fajerwerkami co parę sekund. OM skupia się na klimacie i ciężarze, buduje napięcie rozważnie i powoli, dając narastać emocjom, jednocześnie zaklinając wszystko, by nie wpuścić na płytę nawet promyka słońca. Czerń rządzi w każdej sekundzie Minds Lay Astray, przez co w odbiorze jest wręcz przytłaczająco i potrafi wzbudzić niewyjaśniony niepokój. Takie działanie na słuchacza można odbierać tylko in plus, oznacza to, że zespołowi udało się już wypracować sporą świadomość muzyczną i dojrzałość artystyczną.
Ocena: 8.5/10
Obsidian Mantra na Facebook’u.
- MESSIAH za niecałe dwa tygodnie nawiedzi ziemie polskie - 2 marca 2026
- Total Annihilation – „Mountains of Madness” (2026) - 25 lutego 2026
- Casket – „In the Long Run We Are All Dead” (2026) - 25 lutego 2026
Tagi: 2021, blackened metal, dark metal, Minds Lay Astray, Obsidian Mantra, post-metal, recenzja, review, Selfrealised.






