Oracles to System Divide.
Jeśli nazwa System Divide nic ci nie mówi, pomogę: ten zespolik założyli sobie przed laty Sven de Caluwe (zwany Svencho), którego pewnie kojarzysz jako gardłowego Aborted, i jego żona – Miri Milman, która była ponoć członkinią niejakiego Distorted. Dopóki w domu państwa de Caluwe–Milman panowała sielanka, System Divide sobie jakoś tam funkcjonowało na poboczu Aborted (bo zakładam, że obowiązki Svena w Aborted przewyższały obowiązki Miri w Distorted – rangi obu zespołów jednak mocno się różnią). Nakładem Metal Blade ukazał się nawet album długogrający The Conscious Sedation, czyli można założyć, że ktoś jakieś nadzieje w tym zespole pokładał. A potem okazało się, że Sven i Miri wcale nie chcą ze sobą być do grobowej deski. Niespecjalnie interesuję się takimi sprawami, ale nawet Wikipedia nadmienia, że ich rozwód był „messy”. I w dwa lata po tym, jak małżeństwo państwa de Caluwe–Milman poszło do piachu ciągnąc za sobą System Divide, System Divide postanowił powstać z grobu, ale pod nazwą Oracles. Moda na sukces normalnie.
Nie wiem jakie były powody reaktywacji zespołu. Svencho na brak zajęć w Aborted narzekać nie powinien, w tym roku ukazał się wszakże kolejny zacny album zespołu, zatytułowany Retrogore. Ba, przecież perkusista Ken Bedene i gitarzysta Mandel bij de Leij, którzy współtworzyli System Divide i współtworzą Oracles, również są członkami Aborted! Może zatem potrzebują oddechu od napierdalania w swoim macierzystym bandzie, a może to Sven postanowił zagrać swojej eks na nosie? Tak czy siak sprawy mają się tak, że Oracles to System Divide. Jedyną różnicą jest to, że w miejsce Miri Milman pojawiła się inna wokalistka – równie miła oku i uchu Greczynka Sanna Salou (która zresztą zastąpiła Miri w System Divide w ostatnich miesiącach istnienia zespołu). Poza nią i trio z Aborted skład Oracles uzupełniają dwaj pozostali muzycy SD: gitarzysta Steve Miller i basista Andrei Aframov.
Czyli: Oracles to System Divide. System Divide to teraz Oracles.
I tenże Oracles/System Divide wypuścił niedawno nakładem francuskiego Deadlight Entertaintment długograja pod tytułem Miserycorde.
Załóżmy, że – tak jak ja – w życiu nie słyszałeś System Divide. Jak zatem brzmi Oracles? Co znajduje się na Miserycorde? Bliżej temu do Lacuna Coil, czy do Cradle of Filth?
Zacznijmy od tego, że cokolwiek by nie mówić, to ten zespół składa się w połowie z muzyków Aborted, więc w dużej mierze będzie brzmiał jak Aborted. I jeśli pominąć intro pod tytułem Adagio For the Callous to kolejny na płycie numer The Tribulation of Men (z gościnnym udziałem Pera Nilssona ze Scar Symmetry, choć powiedzmy sobie szczerze, że jego obecność tam jest tak wyraźna, jak działalność opozycji w Korei Północnej) nie pozostawi w tej materii żadnych złudzeń. Wybucha gitarowo-perkusyjną napierdalanką i rykiem Svena. Dopiero po chwili pojawia się dośpiewująca co nieco Sanna. Oracles w dużej mierze cisną mniej więcej tak, jak robili to Aborted za czasów Strychnine.213 czy Global Flatline, kiedy jeszcze momentami próbowali bardziej melodyjnych riffów. Oczywiście kiedy Sven zostawia mikrofon Sannie zespół się uspokaja w myśl starej zasady, że jeśli chcesz uwypuklić melodyjny wokal, musisz dać mu na to miejsce. I pewnie gdyby wyciąć same te fragmenty to wszystkie trzy fanki Lacuna Coil kupowałyby Miserycorde w ciemno. Ale na szczęście mamy tu jeszcze sporo agresywnego i ekstremalnego deathmetalowego napieprzania na wysokim poziomie.
Umówmy się – jeśli ktoś lubi Aborted, ale wcale nie przeszkadzają mu zespoły, w których ładna pani potrafi ładnie zaśpiewać jakąś intrygującą melodię, Oracles nie sprawi mu krzywdy. Fajnie się słucha, kiedy z tego muzycznego ekstremum, będącego pod względem ciężaru gatunkowego momentami zaskakująco blisko wyczynom Svena, Kena i Mandela w ich macierzystej formacji, sekstet przechodzi płynnie do przebojowego refrenu, by następnie przyprawić wszystko jakąś intrygującą solówką. I dziwne, że ani Sven nie brzmi w tych lżejszych momentach jak gdyby był wyciągnięty z zupełnie innego filmu, ani Sanna, jak już się pojawia w tych brutalniejszych fragmentach, też nie sprawia wrażenia, jakby spadła z księżyca. Nie spadli znikąd także goście, którzy pojawiają się w trzech kawałkach: wspomniany Nilsson ze Scar Symmetry, Ryan Knight, który współtworzył The Black Dahlia Murder, oraz Jeff Loomis, wiadomo, Nevermore i Arch Enemy.
Pozwolę sobie jeszcze na kilka słów o Kenie Bedene. To on jest motorem tej muzyki. To jego wygibasy za zestawem perkusyjnym sprawiają, że muzyka Oracles (i Aborted) jest brutalna. To on uwypukla riffy gitarzystów, to on podbija groove basu, to on dyryguje dwójką wokalistów. A robi to utrzymując niemal cały czas wysoką intensywność gry. Mam wrażenie, że to jest facet, którego potrzeba większości zespołów grających bardziej melodyjne odmiany metalu, które właśnie przez tę swoją melodyjność gubią brutalność. Facet potrafi sprawić, że nawet najbardziej melodyjny lub najprostszy riff będzie łamał kości. Bestia.
Miserycorde Oracles to – o dziwo – album tyleż brutalny, co melodyjny i przebojowy (na metalowe standardy oczywiście). Okazuje się, że można.
PS. Nie kumam tylko po co ten cover The Beautiful People Marilyna Mansona, ale przymykam na niego oko.
9/10
- Only Sons – Through the Night Again (2026) - 10 kwietnia 2026
- UKĆ – „Anomalie-Upadek konającego ćwierćwiecza” (2026) - 5 marca 2026
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026

