Pandemic – „Deaf Nite” (2018)

Thrash metal nie jest polem, na którym artyści z naszej ojczyzny wyróżnialiby się w świcie. Ani w czasach jego największej świetności, ani obecnie. Jednak gatunek ciągle ma się nieźle na naszym podwórku i wciąż wypluwa młodych gniewnych, kochających gitarową młóckę. Jednym z takich tworów jest krakowski Pandemic, którego debiutancka EP-ka ukazała się we wrześniu ubiegłego roku. Zespół od początku miał pod górkę, bo zanim pierwsze dźwięki w fizycznej formie dotarły do słuchaczy, niespodziewanie zmarł Sebastian „Sharp” Wikar – założyciel zespołu, gitarzysta, kompozytor i główny motor napędowy Pandemic. Pozostali członkowie grupy pociągnęli temat dalej, a Deaf Nite to nic innego jak hołd złożony Sharpowi i jego miłości do muzyki.

Deaf Nite jest jak wehikuł czasu, który przenosi słuchacza do połowy lat 80., kiedy thrash i speed metal święciły największe triumfy i siały zagładę niemal na całym świecie. Nie znajdziemy tu ani jednej nutki, której kiedyś ktoś nie zagrał. I całe szczęście, bo od maniaków starej szkoły nikt nie oczekuje żadnych rewolucji. Osiemnaście minut czystej klasyki zamkniętej w czterech utworach sprawia masę radości i zmusza do szalonego machania dyńką w rytm motorycznych, zadziornych galopad. Wymienianie inspiracji i nawiązań mija się z celem, bo jest ich cała paleta – od amerykańskich ojców założycieli, po wielkich z Europy. Od początku do końca jest bardzo szybko, bardzo rasowo i bardzo oldschoolowo. Pandemic rusza z kopyta od pierwszych sekund i mocno osadza speed/thrashowy huragan na sekcji rytmicznej. Bębny jak bębny, powiedzmy że typowe, ale mocno wyróżnia się doskonale wyeksponowany bas, zgrabnie łączący feeling Dana Lilkera i technikę Steve’a DiGiorgio, oczywiście z zachowaniem proporcji. Melodyka riffów przypomina nieco zakurzony dziś Toxik, tu i ówdzie ich struktury trącą starym Agent Steel, a nawet Forbidden. Dość śpiewny wokal pachnie zespołem Tankard, a solówki, mające amerykańskie konotacje stanowią świetny balans dla zadziornych i wyjątkowo szybkich gitar. Kompozycyjnie zespół pięknie wpasowuje się w epokę, do której mentalnie przynależy – wszystkie numery trzymają równy, wysoki poziom, ale na ich tle wyróżnić można kapitalny Warpath, z bardzo śpiewnym refrenem, kaskadą doskonałych, nieco „exodusowych” riffów i urywającymi łeb solówkami. Zespół w wywiadach deklarował, że ich muzyczna przyszłość pójdzie właśnie w tę stronę. Nie pozostaje nic innego, jak zatrzeć ręce z radości i oczekiwać aż słowo ciałem się stanie. A póki co, cieszmy się Deaf Nite – krótkim, rasowym speed/thrashowym strzałem.

Ocena: 7/10

 

Rafał Chmura
Latest posts by Rafał Chmura (see all)
(Visited 2 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .