Mam wrażenie, że najbardziej satysfakcjonujące nagrania reprezentujące ekstremalną scenę mogę znaleźć tam, gdzie w zasadzie bym się tego nie spodziewał. Kolejną, sporych rozmiarów cegłę do tego twierdzenia dorzucił Pathogen. Piąty już krążek tej filipińskiej hordy zatytułowany Obscure Deathworship okazałby się strzałem w dziesiątkę i nie opuszczałby mojego odtwarzacza…
… jednak pewna kwestia nie pozwoliła mi się cieszyć nim tak bardzo, jak muzyka zespołu na to zasługuje – mianowicie chodzi o nie najlepszą jakość dźwięku, która zawsze utrudnia mi odbiór nagrań. Z pozoru nie jest tak źle – nieźle słychać gitary, zaznaczony jest też bas, perkusja zdaje się nie brzmieć szczególnie tragicznie. Jest to wszystko jednak skąpane w dosyć „piwniczym” sosie, ten zaś im dalej w las, tym większy wywiera wpływ na moje doznania płynące ze słuchania Osbscure Deathworship – wpływ ten określiłbym jako grobowy. Aby wychwycić piekielne charczenie Williego Desamero, trzeba niekiedy solidnie wytężyć słuch, a w momentach, w których kwartet drastycznie przyśpiesza tempo, ekstremalnie szybkie blasty zlewają się w jedno, do tego podwójnej stopie brak jakiegokolwiek „pałera”. Utwory zdają się przez to sporo tracić na mocy, a w przypadku tego konkretnego albumu było to dla mnie szczególnie widoczne i irytujące.
To zaś dlatego, że kiedy odsunie się kwestie brzmieniowe na bok, to obcuje się z dziełem, które mogłoby spokojnie stawać w szranki z tymi lepszymi dokonaniami klasycznych death metalowych hord. Ośmiu numerom nie sposób odmówić pewnej szczególnej chwytliwości, wszelkie przyspieszenia są niezwykle brutalne, a całość bezproblemowo zadomawia się w głowie, z której zbyt prędko nie chce wyjść. Filipińczycy nie boją się majstrować przy tempie poszczególnych numerów, nie zabraknie więc mocarnych zwolnień, ale też często będzie czuć również thrashową galopadę, przywodzącą na myśl początkowy okres działalności Slayer. Pełnię swojego kompozycyjnego talentu zespół po raz kolejny postanowił zaprezentować w dwóch około ośmiominutowych kolosach, podczas których na nudę narzekać nie sposób – płynne mieszanie się wszystkich elementów twórczości zespołu robi wrażenie i pozostawia słuchacza domagającego się więcej.
Szczerze powiedziawszy, nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatnio w moje ręce wpadł tak dobry kawałek death metalu. Pathogen muzycznie to naprawdę ekstraklasa metalu śmierci i żal, naprawdę żal, że nie zostało to potraktowane choć odrobinę nowocześniejszą produkcją. Fani gatunku zapewne szybko przymkną na to oko i będą się cieszyć ucztą dla ich uszu. Pozostałych ten piwniczny vibe może trochę odstraszyć – ja jednak zachęcam do przesłuchania. Jeśli przyzwyczaicie się do tego brzmienia, to naprawdę będzie warto.
Ocena: 7.5/10
Pathogen na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026

