Wyczytałem kiedyś na jednym z blogów, że w metalowej niszy funkcjonuje sporo ponad dwieście podgatunków. No cóż, każdemu według potrzeb, zwłaszcza zwolennikom wąskich etykiet. Muzyka francuskiego Peurbleue, o którym nie wiadomo totalnie nic, określana jest mianem haunted black metalu. Pojęcie dość, wbrew pozorom, szerokie, ale wydaje się dobrym tropem na drodze do scharakteryzowania nowego albumu grupy La Cigue.
Nie zdziwię się, jeśli ktoś będzie miał problem z uznaniem tej muzyki za black metal. Najnowszy materiał francuskiej grupy płyty raczej nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, do czego przyzwyczaiła nas tamtejsza scena – żadnych blastów, szybkich partii, tremoli, czy opętanych wokali. Słowem nic, co mieściłoby się w tradycyjnym blacku. Niemniej konwencja ta okazuje się na tyle pojemna, że przyjmie nawet nawiedzone, mocno rozedrgane dźwięki gitar, którym bliżej do odhumanizowanych industriali i drone’ ów, niż do tradycyjnego metalu. Rzadko kiedy układają się one w jakąś melodię, są raczej zapisem sennych koszmarów, swoistym strumieniem świadomości przerażonego człowieka. Przerażonego nocą, ponurym klimatem miasta, innym człowiekiem. Tu piekłem jest ciemna ulica, pełna różnych niebezpieczeństw, gdzie każdy krok może spowodować różne niewesołe konsekwencje. Atmosfery dodają zasnute mgłą partie oparte wyłącznie na delikatnym klawiszu, przez które niełatwo się przebić. Osobną sprawą są wokalizy, koronujące ten dźwiękowy koszmar – wcale nie trzeba znać francuskiego, żeby odnieść wrażenie, że są suchą, pozbawioną emocjonalnego nacechowania relacją z bardzo nieprzyjemnych zdarzeń.
Gdyby się uprzeć przy szukaniu podobnych muzycznych tropów, należałoby w pierwszej kolejności przywołać portugalski Defuntos, choć Peurbleue zamienia cmentarne krypty na miejskie zaułki. Industrialny klimat i wszechobecne zgrzyty trochę kojarzą się z kosmicznym klimatem Mysticum, ale to jedyne podobieństwo.
Niecodzienny album, na pewno nie dla wszystkich. Początkujący prawdopodobnie nie dotrwają do trzeciego numeru, fani tradycyjnego podejścia do gatunku również nie mają tu czego szukać, chyba że są zainteresowani takimi eksperymentami. A czy jest to płyta udana? Jako zjawisko wypada całkiem ciekawie, ale nie sądzę, abym często do niej wracał.
Ocena: 6/10
- Peurbleue – „La Cigue” (2022) - 10 grudnia 2022
- Voidfire – „W Cienie” (2022) - 8 grudnia 2022
- Miasmes – „Vermines” (2022) - 23 listopada 2022
Tagi: 2022, album review, Atmospheric Black Metal, black metal, deppresive black metal, french band, french black metal, french blck mea, la cigue, Les Acteurs de I’Ombre Productions, peurbleue, recenzja.






