Trochę czasu upłynęło od ostatnich nowości z obozu wytwórni Deformeathing Productions, ale jak się okazuje była to cisza przed burzą, bo ogłoszenie jakie nam zaserwowano warte było czekania. Pincer Consortium i jego debiutancki album Geminus Schism to projekt muzyków Macieja Pasińskiego (ex Sirrah, TheManCalledTea) i Pete’a Demseya ze Scald. Powiem szczerze, że same te nazwiska, bez słuchania muzyki nastawiły mnie bardzo pozytywnie do projektu i z wysokimi oczekiwaniami przystąpiłem do odsłuchu. Album będzie miał premierę już 13 września tego roku z logo wspomnianej rodzimej Deformeathing Prod.
Jako zatwardziały boomer, którego korzenie słuchania ciężkiej muzy sięgają lat 90., nie mogłem ominąć ogromnego wydarzenia na polskiej scenie, jakim był zespół Sirrah. Ten gotycko-doom metalowy projekt na starcie kariery, a ambitny i rozwojowy w końcówce, zszedł ze sceny zdecydowanie za szybko. Był to okres, w którym w sumie wiele zespołów związanych z Metal Mind Productions odchodziło w niebyt (np. Kobong, Tuff Enuff, Dog Family), co mogło być nieszczęśliwym przypadkiem, ale żal pozostał. Sirrah mógł zwojować o wiele więcej – powinien. Uważam również, że fakt, iż albumy projektu nie doczekały się wznowień, to najzwyklejszy skandal, bo jest duża liczba fanów, która chciałaby mieć te krążki na półce. Niemniej jednak słuchałem każdego objawu artystycznego muzyków grupy przez lata od jej rozpadu i ucieszyłem się niezmiernie na wieść o pełnym albumie napisanym przez Maćka Pasińskiego.
Co do drugiego muzyka ze składu Pincer Consortium, Pete’a Demseya i jego formacji Scald, to nie mogę powiedzieć, że jestem ogromnym fanem, ale też nie powiem, iż jest mi obojętny. Szacunek jest, a fakt zaangażowania się artysty w ten projekt podniósł wartość jego akcji automatycznie, bo uważam Scald za zespół autentyczny i godny zaufania.
Przed wciśnięciem przycisku play byłem pewny jednego: że będzie to płyta ambitna i wyjątkowa. Było pewne, że obojętnie w jakim kierunku muzycy się skierują, zrobią coś nieszablonowego – i tak jest w rzeczywistości. Na pewno zostałem zaskoczony intensywnością kompozycji. Spodziewałem się growli i pewnego stopnia ciężaru, ale nie wręcz death metalowej agresji i dużej ilości blastów. Tak, atak na słuchacza jest konkretny, a na dodatek muzycy wzmocnili uderzenie sporą ilością industrialnych ciągotek i wieloma udziwnieniami, by nie było nam za łatwo. W agresywnych partiach jest gęsto, przekaz jest skomasowany, ilość dźwięków wręcz przytłaczająca, ale nie jest to łupanka stworzona dla samego łupania. Obok brutali pojawia się cała masa innych temp i wpływów, które dobrze balansują atak. Daje to album wyważony i ciekawy, ale nadal wymagający i brutalnie niewygodny dla lubujących się w piosenkowej budowie utworów. Świetnie, że po latach możemy usłyszeć rasowy growl Maćka, jego barwa od czasów Did Tomorrow Come… ewoluowała i świetnie się wpina w styl industrializowanego strzału, jakim jest Geminus Schism. Połączenie growli z lekko nawiedzonymi, niejednokrotnie podniosłymi i melodyjnymi partiami Pete’a jest potężnym elementem płyty – spoiwem łączącym w zjadliwą całość bardzo urozmaiconą ilość wpływów.
Z grona antyhitów jako ten dla mnie najlepszy i reprezentatywny wybrać mógłbym utwór Twin Galactic Tides. Jego agresja, duża ilość chaotycznych wstawek i bardzo zdecydowana zwrotka robi z niego kompozycję bardzo skuteczną, dobrze przedstawiającą projekt w sześciu minutach trwania. Jest to też chyba najbardziej nośna i charakterystyczna kompozycja na płycie.
Widzę, że napisałem dużo, a tak na dobrą sprawę nadal niewiele o tym, czym jest ta płyta. Muzycy mocno się napracowali, by wymykać się porównaniom i moje wypociny są dowodem, że zrobili to bez pudła. Pincer Consortium nie da się bezpośrednio porównać do żadnego z zespołów, słyszę tu trochę nalotu Septicflesh (okresu Sumerian Demons), trochę „kosmiczno-technologicznego” lotu w stylu The Monolith Death Cult, ale są to fragmenty czy też ogólny opis moich uczuć, gdy słucham płyty. Prawda jest taka, że projekt wystartował jako bardzo wyjątkowy i liczę, że jego dalsza droga pozwoli mu jeszcze bardziej rozłożyć skrzydła. Pozycja, która zdecydowanie zostanie wzięta pod uwagę w moim podsumowaniu roku 2024.
Ocena:10/10
Pincer Consortium na Facebook’u.
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2024, death metal, Deformeathing Productions, industrial metal, Pincer Consortium, PINCER CONSORTIUM "Geminus Schism", recenzja, review, Scald, Sirrah.






