Rammstein – „Zeit” (2022)

Można odetchnąć z ulgą – Rammstein naprawdę wrócił. Pojawiające się gdzieniegdzie podczas premiery poprzedniego albumu naszych zachodnich sąsiadów obawy, jakoby „zapałka” z 2019 roku miała być ich ostatnim longplayem, można wyrzucić do kosza, gdyż już niebawem na sklepowych półkach pojawi się Zeit – ósme studyjne wydawnictwo w niespełna trzydziestoletniej karierze formacji. Premiera każdego krążka Niemców to wielkie wydarzenie, choć tym razem wydaje się być nieco mniejsze, ponieważ krócej niż poprzednio na nią czekamy.

Zeit to płyta inna niż jej poprzedniczka. Brak na niej napędzanych elektroniką radiowych hitów, takich jak Radio czy Ausländer, co prawdopodobnie zadowoli tych kręcących nosem na wydany trzy lata temu krążek. Dla mnie jest to drobny mankament, tym bardziej że ciężko mi wskazać na nowym dziele Niemców utwory, które na stałe mogłyby wejść do ich koncertowej setlisty. Nie oznacza to oczywiście, że najnowsze dziecko sekstetu pozbawione jest dobrych kompozycji. Jest tu sporo standardowego rammsteinowego tanz-metalu: numery takie jak Giftig, singlowy Zick Zack, wyróżniający się nieco kraftwerkowymi klawiszami energiczny OK czy prowadzony ciężkim riffem Angst na pewno świetnie wypadną na nadchodzącej trasie promującej ten album – to solidnie wykonane rzemiosło, do którego nie da się przyczepić, a przy którym zabawa często jest przednia. Więcej uwag mam za to do Dicke Titten, w którym zespół zmarnował mający spory potencjał riff słabym refrenem i zbędnymi, drażniącymi mnie orkiestracjami. O wiele lepszy mógł też być Lügen, w którym ogromną rysę na szkle stanowią efekty nałożone na wokal Tilla Lindemanna.

Są też na Zeit momenty zdecydowanie bardziej magiczne od tego rammsteinowego standardu. Pojawiają się one wtedy, kiedy formacja uderza w bardziej podniosłe tony i prezentuje swoje stonowane, momentami balladowe wręcz oblicze. Mamy z nim do czynienia już na początku krążka, w otwierającym go świetnym Armee de Tristen, brzmiącym jak hymn zagrzewający do walki. Nieco narzekałem na kolejny na trackliście Zeit, jednak teraz, po solidnym osłuchaniu się z nim, muszę przyznać, że w zestawieniu z poruszającym teledyskiem oraz refleksyjnym tekstem robi piorunujące wrażenie. Rewelacyjny jest również wzniosły Schwarz, którego delikatny fortepian bardzo szybko zakwalifikował ten utwór jako mój ulubiony na nowym krążku Rammstein. Te podniosłe tony są też wartością dodaną w refrenie doskonałego Adieu zamykającego krążek i w budzącym delikatne skojarzenia z Puppe, również udanym, kawałku Meine Tränen.

Zeit jest więc kontynuacją dobrej formy, którą tych sześciu jegomości prezentuje od momentu powrotu do nagrywania. Co ważne, formacja nie powieliła po prostu tego, co dobrze spisało się poprzednim razem, a dostarczyła nieco inny, bardziej refleksyjny krążek, który jednak nie jest pozbawiony tych skocznych rytmów, z którymi Rammstein zawsze będzie kojarzony. Choć nie wszystkie pomysły Niemców były dobre, fani zespołu mogą bez wstydu postawić Zeit na półce obok innych krążków swoich ulubieńców. Ponadczasowych szlagierów może tu brakuje, jednak dobrodziejstw jest całkiem sporo.

Ocena: 8/10

Rammstein | Facebook

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .