Listopad ubiegłego roku przyniósł nam między innymi powrót Norwegów z SÂVER. Wprawdzie czteroletnie oczekiwanie na ich drugiego pełniaka można było umilić sobie dwoma splitami, popełnionymi wraz z formacjami Psychonaut i Frøkedal, zespół nie zaprezentował na nich jednak niczego, co moim zdaniem mogłoby przyspieszyć bicie serc fanów. Teraz w końcu dostaliśmy From Ember and Rust, czyli najlepszą rzecz, która jak na razie wyszła spod rąk tria z Oslo.
Już początek płyty daje przebłyski, że tym razem Norwegowie wspięli się o półkę wyżej – Formless to jedynie momentami taki typowy SÂVER, jaki znamy z They Came With Sunlight. Kojarzącej mi się z tamtym krążkiem powtarzalności nie ma w tym numerze zbyt wiele, w te sześć minut muzyki panowie upchnęli całkiem ładną liczbę mocnych i łapiących za jaja riffów, podchodzących nie tylko pod sludge czy doom, ale i chociażby hardcore. Kluczem do pokonania mielizn debiutu okazało się coś teoretycznie mało wyszukanego – skodensowanie kompozycji i nasycenie ich większą ilością riffów kosztem wałkowania jednego motywu do znudzenia. To jednak nie jest jedyna nowość, bo na From Ember and Rust kilka razy (na pewno zbyt rzadko) pojawiają się syntezatory, którymi zespół dorzuca do kociołka trochę klimatu rodem z filmów sci-fi.
Zabiegi te nie odniosłyby jednak zakładanego rezultatu, gdyby SÂVER nie mieli zbyt wiele ciekawego do zagrania. Na szczęście panowie pod tym względem dali radę i w każdym numerze znalazłem coś, co w taki czy inny sposób przykuło moją uwagę – czy to jakiś kruszący ściany motyw, czy bardziej stonowany i klimatyczny fragment. Żeby jednak nie ograniczać się wyłącznie do słodzenia, to z każdym kolejnym odsłuchem krążka coraz mocniej zauważałem, że o ile podczas czterech pierwszych kawałków uśmiech praktycznie nie schodził z mojej twarzy (a najbardziej urzekł mnie „tytułowy” Ember & Rust, jedyny utwór z czystym wokalem), tak przy trzech ostatnich bardziej łapałem się wybranych fragmentów kompozycji. Raz było ich więcej (The Object), raz mniej (Primal One, All in Disarray), na szczęście zawsze jakieś były.
Słowem podsumowania – From Ember and Rust to kawał bardzo dobrego sludge’owego grania. Zespołowi udało się wyeliminować mankamenty debiutu i wypuścić album, którego zdecydowanie lepiej się słucha. Czy Norwegów stać na jeszcze więcej w przyszłości? Przypuszczalnie tak, gdyż gdyby druga część płyty dotrzymała kroku pierwszej, to poniższa ocena zapewne byłaby o oczko wyższa. Tak czy inaczej, trio dorzuciło do swojego katalogu bardzo udaną pozycję, którą mogę z czystym sercem polecić każdemu miłośnikowi sludge’u.
Ocena: 8/10
SÂVER na Facebooku
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: 2023, From Ember and Rust, Pelagic Records, recenzja, review, Sâver, sludge metal.






