Site icon KVLT

Schizma – „Upadek” (2023)

Mam takie pragnienie, żeby swoją działalnością w KVLT rozszerzać metalowy profil magazynu. Co jakiś czas staram się wrzucać pozycje ze scen trochę innego nurtu, zahaczając bardzo często o hardcore. W ostatnich latach zauważyłem trochę więcej zrozumienia sceny metalowej względem hardcorowej i odwrotnie, ale nadal sytuacja nie jest tak dobra jak można by sobie życzyć. Chciałbym kiedyś zobaczyć koncertowe i festiwalowe lineupy z kapelami z obu nurtów i nie słyszeć przy tym narzekania w rodzaju „a po co ten band, a po co tamten”. Oba kierunki mają wiele do zaoferowania i oba starają się prezentować wysoki poziom, a to że muzycy ubierają się w odmienny sposób, jak dla mnie nie powinno wpływać na ocenę samej muzyki.

Przed Wami więc recenzja nowej płyty zespołu bardzo ważnego dla polskiej muzyki i dla mnie jako jednostki. Zespół Schizma niszczy deski scen już od 33 lat, stworzył kilka płyt, które na zawsze wpisały się w kanon, i jestem pewien, że nie powiedział nadal ostatniego słowa. Upadek to ich pierwsze długogrające dzieło od 13 lat. Następca Whatever It Takes, Whatever It Wrecks zostanie wydany pod szyldem Piranhia Music 17 lutego, a już od jakiegoś czasu można skorzystać z preorderu, by dostać krążek w pierwszej kolejności.

Moja przygoda z zespołem Schizma sięga przełomu tysiącleci, kiedy to jeszcze jako długowłosy czarci syn (he), w koszulce Ceremony of Oppostites Samaela, uskuteczniałem klasyczną płytę Unity 2000 na kaseciaku i – co oceniam teraz jako zabawne – machałem długimi włosami w rytm hardcorowych hymnów. Moja świadomość gatunkowa dopiero się rodziła i nie zdawałem sobie sprawy, jak to wszystko w rzeczywistości wygląda (jako dzieciak żyłem w świecie pozbawionym podziałów scenowych i był to fajny, niewinny okres we wieloletnim zbieraniu życiowych doświadczeń jako fan ciężkiej muzyki). Nie zmienia to faktu, że dzięki Schizmie poszedłem głębiej w temat i w podziemną scenę HC, a jedną nogą staram się w niej tkwić do dziś. Następca Unity 2000, State of Mind po dziś dzień uważam za najlepszą pozycję polskiej sceny agresywnego hardcora.

Na Upadek musieliśmy czekać bardzo długo. Po Whatever It Takes, Whatever It Wrecks, która wtedy była płytą pokazującą nową twarz zespołu po mocnych zmianach składu, załoga skupiła się na koncertowaniu i nagraniu dwóch solidnych Epek Dla Was i O Nas. Epki te, jak przekonałem się po przesłuchaniu nowego materiału, okazały się wyznacznikiem dalszego stylu zespołu. Upadek jest równie mocny, równie ciężki, równie przebojowy (tak Panowie, gracie hity) i jeszcze nawet bardziej zaangażowany od nich tekstowo. Od pierwszego strzału w postaci Zero wiemy, że lekko nie będzie. Nienaganne brzmienie wykręcone w Invent Sound dobrze współgra z muzyką, dzięki czemu songi skutecznie dewastują narządy słuchu. Styl i brzmienie można nazwać nieco odświeżonym, muzycy pozwolili sobie na nieco więcej powietrza w kompozycjach – i tak czasami pojawia się jakaś melodia, jakaś metalowa zajawka czy solo w stylu Kerry’ego Kinga. Dobrze to robi całości, urozmaicenie podnosi dynamikę, nie pozwala wbić się w monotonię, jednocześnie nie wybijając ze stricte corowego odbioru całości. Co dla mnie ważne, nie jest to album jednego słuchania – pomimo bezpośredniego nastawienia na uderzenie, utwory mają w sobie wiele smaczków, aranże są nieprzekombinowane, ale też nie ma mowy o jakimś prostactwie.

Pewnie wielu fanów Schizmy ucieszy także wiadomość, że band zdecydowanie przyśpieszył. Nie ma mowy o rezygnowaniu z ciężaru, do jakiego od ładnych paru lat byliśmy przyzwyczajani, ale jako całość materiał jest znacznie szybszy niż to, co było grane od czasu przebudowy składu kilkanaście lat temu – szala rytmów została przesunięta na korzyść przyśpieszeń. Całościowo materiał będzie się bardzo dobrze sprzedawał na żywo, a wybranie najlepszych przedstawicieli z playlisty jest bardzo ciężkie. Na pewno Nie zależy mi i Patologia przy pierwszym kontakcie pozostaną w głowach, ale czy są najlepsze – nie jestem w stanie powiedzieć. Matex jest równy, silny i nakoksowany jak Pudzian w swoim najlepszym okresie. Ostrzeżenie może tylko pójść do wrażliwych na prawdę, teksty Pestki na tym materiale kąsają szeroko i poruszają tematy w taki sposób, że nie jeden będzie mógł się poczuć skrzywdzony, bo jakoś tak się składa, że konstruktywna krytyka boli w naszym kraju najmocniej i odbierana jest jako atak, a nie okazję na przemyślenie postępowania i poprawy poglądów. Wokalista uderza w modnych patoinfluencerów, całe bagno internetu, coraz szerzej atakującą patologię intelektualną i unormalnienie kiedyś niedopuszczalnych standardów zwyczajowych. Dostaje się klasycznie politykom, decydentom niszczącym przyszłość naszych dzieci (cyt. W jakim świecie do ku… nędzy one mają żyć), niszczycielom środowiska, znęcającym się nad zwierzętami i damskim bokserom (cyt. Damski bokser najgorszy typ frajera). Tematy są ciężkie, a teksty bardzo dobrze napisane. Pestka zadbał także, by w każdym utworze znalazły się partie idealne do skandowania na żywca, a nawet wyrywania mu mikrofonu przez fanów w celu ich odśpiewania, co jest standardem na koncertach Schizmy.

Podsumowując, koncerty to najsilniejsza strona zespołu Schizma i ogółu sceny HC. Możesz nie być fanem hardcore’a, możesz nie słuchać Schizmy, ale jeżeli zobaczysz ich na żywo, nie ma bata, byś nie przyznał, że potrafią grać i zrobić z publiką, co im się podoba. Upadek to dobra płyta, mieszająca starą szkołę z nową w bydgoskim stylu (czyli stylu Schizmy de facto). Zawsze się znajdą malkontenci, ale jestem pewny, że będzie ich mniej niż tych zadowolonych z muzyki. Złe czasy dla narodu zawsze były powodem powstawania świetnych dzieł artystów każdego gatunku, a dzisiejsza nieciekawa rzeczywistość przyłożyła bezpośrednio rękę do powstania zajebistego dzieła, jakim jest nowa płyta HC killerów z zespołu Schizma.

Ocena: 9,5/10

Schizma na Facebook’u.

Exit mobile version