Site icon KVLT

Scumeater – „Sonic Slaughter” (2021)

Cios prosto z Poznania! Scumeater to ansambl złożony z młodocianych muzyków, którzy przy okazji wydania swojego debiutu, zatytułowanego Sonic Slaughter, udowodnili, że nie trzeba być zaawansowanym wiekowo wyjadaczem, by nagrać dojrzały materiał. Płyta wydana została przez zespół i jeżeli ktoś chciałby po nią sięgnąć, to polecam się kierować bezpośrednio na fanpage zespołu.

Sonic Slaughter to nieco ponad 17 minut muzyki, w której zawarte jest 12 utworów autorskich i cover legendarnego Carcass. Bez zbędnego owijania w bawełnę stwierdzam, że album mnie wgniótł w panele podłogowe, przez co nie będę miał szansy na odzyskanie kaucji w wynajmowanym mieszkaniu. Sonic to kompletna rozwałka utrzymana w grind/death metalowym stylu i oprawiona potężnym brzmieniem, skierowanym delikatnie na szwedzką odmianę, co może kojarzyć się z soundem takich załóg jak Rotten Sound, Nasum czy nawet Entombed (utwór Eternal Rot także muzycznie kieruje w te rejony i jest moim ulubionym). Grind grany przez Scumeater należy do odmiany raczej poważnej, nie tej skocznej do potańczenia, jaka jest dosyć popularna w naszym kraju. I mi to siedzi. Nie ma tu miejsca na przesadny, głupkowaty humor muzyczny czy tekstowy, nawet wstęp do utworu Anti – Choice, w której pojawia się Jay znany ze słynnego Jay and Silent Bob, ma tu dosyć poważny wydźwięk. Muzycy mimo młodego wieku jawią się tu jako świadomi ludzie nie tylko instrumentalnie, ale i mentalnie.

Nad całością góruje najjaśniejszy punkt programu, czyli wokal Piotra Szweda. Czasami uciekający do pig squeely, ale głównie growlujący, soniczny rzeźnik posiada potężną barwę, którą wykorzystuje w trzech opcjach: nisko, niżej i naprawdę cholernie nisko. Wszystko to bardzo gardłowe, bez uciekania do jakichś ultra cichych bulgotów z dwunastnicy, których na żywo nie da się nagłośnić.

Wszystko to sprowadza się do tego, że albumu słucha się dobrze, a jego czas trwania zmusza do ponownego wciśnięcia przycisku play. Motoryczne, brutalne, czasami lekko punkujące songi ociekają energią i dobrymi riffami. Piękną kropką nad „i” jest wyżej wspomniany cover do Ruptured In Purulence Brytoli z Carcass. Utwór z brzmieniem zespołu dobrze się komponuje z resztą materiału i na pewno poruszy ludzików na koncertach, których życzę zespołowi jak najwięcej. Jak dla mnie ten album nadaje się na tak zwany debiut roku w podsumowaniach na 2021. Ciekawe, czy ktoś w kolejnych czterech miesiącach zdetronizuje ich w moich rankingach.

Ocena: 8.5/10

Scumeater na Facebook’u.

Exit mobile version