Nadszedł czas na debiutantów. Secfremist to zespół działający na terenach warmińsko-mazurskich od 2016 roku. Cztery lata zajęło im przygotowanie i nagranie materiału na pierwszy album Whispers of Death, który został wydany własnym sumptem w bardzo schludnie wykonanym digipacku. Za wykonanie okładki i layoutu bierze odpowiedzialność spora persona na polskim poletku, czyli Michał „Xaay” Loranc. Realizacja nagrań natomiast jest już nieco bardziej skomplikowana i wymagała kilku osób. Perkusję nagrano pod okiem Michała Grabowskiego w Studio 666 (między innymi Feto In Fetus, Christ Agony, Sanctus Hexe, Mass Insanity). Gitary, bas i wokale położono w Traumatic Studio z Jarosławem „Misterem” Misterkiewiczem (Trauma) za heblami. Miksy z kolei wykonano w Higain Studio przez Janusza Grabowskiego i Marcina Grygoruka, a mastering wykonał Piotr „Mańkover” Mańkowski w Coverius Studio.
Whispers of Death bez dwóch zdań zasługuje na włożenie do szufladki z death metalem, dodałbym nawet, że do jego polskiej odmiany. Nacisk w kompozycjach kładziony jest na riff, ciężar i raczej średnie tempa. Taki sposób komponowania może przywołać skojarzenia z metalem lat 90. Brzmienie płyty natomiast jest jak najbardziej teraźniejsze, wiele partii także odnajduję jako nowoczesne, aczkolwiek siłowe granie Secfremist ma coś ze starych płyt, gdzie ważniejszy był feeling niż popisy instrumentalne. Zaletą każdego z utworów jest riff przewodni, dzięki temu utwory są zapamiętywalne i można powiedzieć, że chwytliwe, ale żeby nie było za kolorowo uważam, że zespół za bardzo te riffy eksploatuje. Brakuje mi na Whispers of Death kombinacji z aranżem, ilość sposobów wyrazu jest ograniczona, przez co mamy do czynienia z wieloma podobnymi rozwiązaniami (na przykład akcentowanie w wejściach). Muzycy mają bardzo dobre pomysły na utwory, ale jeszcze nie wyrobili „zmysłu kombinatora”, który sprawiłby, iż utwory nie oddają całej swojej zawartości przy pierwszym słuchaniu. Słuchając albumu, łatwo można zauważyć, że zespół sporo wyciąga od osoby odpowiedzialnej za nagrania, czyli Mistera z Traumy. Traumę i Secfremist odróżnia fakt, że pierwsi od zawsze ciągnęli w stronę maksymalnej kombinacji, jednocześnie utrzymując w ryzach stały styl muzyczny. Secfremist musi jeszcze nabrać muzycznej dojrzałości, objechać pół Polski, nabrać doświadczenia i twardości.
Do jaśniejszych momentów płyty zaliczam kilka kompozycji. Pierwszą na pewno będzie motoryczny Apocalypse, który do złudzenia może przypominać Posssessed wspomnianej Traumy, ale na tyle inny, by go lubić. Dobrze chłoszcze także otwierający całość Accursed, tu walec jedzie i ugniata przez pełen czas trwania utworu. Ciekawie wypada także Satanica z nieprzesterowanymi partiami gitar i głębokim growlem w zwrotkach.
Podsumowując, Whispers of Death nie jest albumem złym. Jest przede wszystkim albumem debiutantów, którzy zrobili co mogli, by dać profesjonalny produkt. Kręgosłup zespołu jest silny, serce we właściwym miejscu, potrzeba tylko (albo aż) ogrania i konfrontacji z własnymi słabościami na koncertach. Jak mawiają „co nie zabija, to wzmacnia”, więc liczę, że zespół wróci wzmocniony, by mnie zabić kolejną produkcją.
Ocena: 6.5/10
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
- Korypheus – „Gilgamesh” (2025) - 7 lutego 2026

