Miałem rozpocząć ten tekst od słów „no w końcu zajebista płyta w tym 2024 roku!”, ale… przecież jej premiera odbyła się w grudniu 2023. Slaidize to nic innego jak rozwinięcie projektu Slaid, którego album zatytułowany LaReve miałem okazję recenzować na naszych wirtualnych łamach. Był to album ambitny i trudny, ale bardzo dobry, więc czekałem na kolejne ruchy projektu. TY, czyli nowe dzieło Slaidize, wydane zostało przez Moans Music w wersji digipack i jak było do przewidzenia – wewnątrz nie udało się znaleźć zbyt wiele informacji o płycie, taki to już urok tworów ciężej przyswajalnych. Dowiedziałem się tyle, że duet, w którego skład wchodzą Rafał Litwin i Ewelina Landowska, jest odpowiedzialny za wszystko, co jest związane z muzyczną stroną albumu, od zbudowania studia, przez nagranie wszystkich ścieżek, a na masteringu kończąc. Takie podejście jest równie ambitne, co niebezpieczne, bo bez kogoś z zewnątrz łatwo można się zapędzić w kozi róg, ale po wielokrotnym przesłuchaniu TY można śmiało stwierdzić, że ten model pracy projektowi służy. Płyta brzmi świetnie, skomponowana jest fachowo i biorąc pod uwagę, że ostatni materiał wydany był w 2019, to proces nie trwał przesadnie długo.
Płytę rozpoczyna dosyć długi fragment wzięty z kvltowego serialu Twin Peaks, co jest już jakimś sygnałem, czego możemy się spodziewać dalej. Kto zna ścieżkę dźwiękową z serialu, ten momentalnie wyczuje miłość artystów do tego kawałka geniuszu (choć na Ep Mirage było to słychać jeszcze silniej). Rafał skomponował muzykę oscylującą klimatem gdzieś na przecięciu trip hopu z tym właśnie tworem, gdzie bardzo zwiewne, uduchowione partie współegzystują w równym stopniu z transowym rytmem. Co mnie osobiście bardzo ucieszyło, to wykorzystanie na płycie żywych instrumentów – poza saksofonem, który poszedł z klawisza, ale jeżeli się o tym nie wie, to nie ma szans tego wyłapać. Album jest pełen życia i momentami nawet troszkę rockowy (Far from Home czy lekko toolowy TY). W bardziej zakręconych momentach słyszę tu też echa Trenta Reznora i jego schizofrenicznej maszyny Nine Inch Nails (Hang Time). Liczę na to, że muzycy nie obrażą się na te porównania, niewątpliwie mają ambicje, by być marką samą w sobie i idą w tym kierunku zdecydowanie, jednak przed inspiracjami i skojarzeniami nie ma ratunku, a być do takich artystów porównywanym to bardziej zaszczyt niż obraza.
Osobną historią są wokale nagrane w całości przez Ewelinę. Jej wkład w odbiór płyty jest ogromny. Wokalistka nie pojawia się we wszystkich kompozycjach, ale jej charakterystyczne, mocne, polskojęzyczne liryki nadają całości odpowiedniego „lotu”, dodają głębi i w nieoczywisty sposób tworzą „przeboje” z utworów, które normalnie nie miałyby prawa się nimi stać ze względu na swoją odjechaną strukturę. Jest to też element, który łączy najsilniej Slaidize z trip hopem i gigantami z Massive Atack czy Portishead. Nie chodzi mi o wytykanie konkretnych porównań, a bardziej o klimat, budowanie atmosfery i głębię zawartą w ich sztuce.
W podsumowaniu… nie będzie podsumowania. W akapicie tym chciałbym tylko wyrazić nadzieję, że projekt zostanie zauważony, a płyty będą się sprzedawać jak świeże bułeczki. Jeżeli Reznor dał radę odnieść sukces, jeżeli lata 90. przyniosły wielką modę na trip hop, to nie widzę przeszkód, by sztuka Slaidize również nie miała odnieść szerszego sukcesu. Materiał znajdujący się na TY zasługuje na poklask, na miliony odtworzeń w streamingu i potężną promocję, której niestety nie ma. Jak śpiewał najgorszy polityk współczesnych czasów, „bo tutaj jest jak jest po prostu…”, słowa to bolesne i niestety pasujące do realiów naszej sceny. Nie zmienia to faktu, że liczę iż projektowi się powiedzie w przyszłości.
Ocena:10/10
- Final Gasp – „New Day Symptoms” (2026) - 24 lutego 2026
- Exhumed – „Red Asphalt” (2026) - 18 lutego 2026
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026

