Site icon KVLT

Smokes of Krakatau – „Smokes of Krakatau” (2022)

Macie może taki festiwal, na który bardzo chcielibyście dotrzeć, a jednak co edycję się to nie udaje? W moim przypadku jedną z takich imprez jest Rifffields Festival organizowany przez poznańskie stoner-doomowe trio Smokes of Krakatau. Panowie niedawno wypuścili swój debiutancki album, a jako że ich nazwa kojarzyła mi się z rzeczoną imprezą, postanowiłem niezwłocznie zapoznać się z ich wydawnictwem zatytułowanym po prostu Smokes of Krakatau.

Po przesłuchaniu krążka szybko wiadomo, w jakiego rodzaju muzyce trio gustuje. Wybrzmiewają inspiracje riffami przypominającymi grę Matta Pike’a (w cięższych fragmentach) czy Josha Homme (w tych bardziej rockowych).. Panowie zmieszali te elementy całkiem przyzwoicie, choć kompozycje takie jak Turbocharged Direct Injection, Septic czy zamykający Smokes of Krakatau cover Kombajn Bizon (tak, to kompozycja Rudiego Schuberta przerobiona na stoner-doomową modłę) szału niestety nie zrobiły. Prawdę mówiąc, podczas odsłuchu ostatniej pozycji na trackliście czułem już zmęczenie materiału. Pozbycie się przynajmniej jednej z wymienionych pozycji wyszłoby całości na dobre, tym bardziej że to blisko godzina muzyki. Warstwę muzyczną oceniłbym jednak na plus, co jest przede wszystkim zasługą rewelacyjnego, instrumentalnego Absence of Light, pięknych partii w Pleiades oraz pełnego rock’n’rollowego klimatu Carousel. Należy wspomnieć również o świetnych solówkach, które, choć liczne, są integralną częścią utworów zamiast stanowić jedynie sztukę dla sztuki.

Niestety nie mam za wiele dobrego do powiedzenia o wokalu. Wprawdzie popisy Byrona Kałuży pasują do stoner doomu, paradoksalnie jednak już od wejścia w GrassHopper męczyły mnie przeokrutnie, nie licząc rzadkich i krótkich chwil. Stan ten utrzymywał się niezależnie od tego, czy były to partie śpiewane, czy te „chrapliwe”, których na Smokes of Krakatau jest znacznie więcej. Niestety w znacznym stopniu tonowało to mój entuzjazm związany z odsłuchem debiutanckiego materiału tria. Szkoda, bo, tak jak już wspomniałem, instrumentalnie momentami jest naprawdę bardzo dobrze.

Mimo znakomitego początku, pierwszy album Smokes of Krakatau całościowo nie zachwyca i raczej nie będę wracał do niego szczególnie często. Są tu jednak te tak zwane „momenty” oraz widoczny potencjał, a to daje nadzieję na lepsze wydawnictwa od tego składu w przyszłości. W tej chwili mogę polecić ich pierwszy krążek tylko największym miłośnikom gatunku – znajdziecie tu wystarczająco dużo dobroci na udaną EP-kę, nieco zbyt mało na pełniaka.

Ocena: 6/10

Smokes of Krakatau | Facebook

Exit mobile version