Grupie Sodom za dwa lata stuknie czterdziestka. Jak zespół będzie obchodził ten jubileusz – przekonamy się w niedalekiej przyszłości, a tymczasem Tom Angelripper ufundował nowy album, noszący tytuł Genesis XIX, którego cały świat może posłuchać od 27 listopada bieżącego roku. Płyta sygnowana jest logami SPV/Steamhammer, wyszła na winylu, CD i boxie z gadżetami, co może wskazywać na sporą wiarę w sukces tego materiału.
Osobiście, gdy chodzi o nazwę Sodom i ogólnie niemiecką odmianę starego thrash metalu, zawsze jestem ostrożny. Jak wiemy głównym przedstawicielom tej sceny zdarzały się albumy różne i staram się najpierw słuchać, a potem się podniecać. Sodom należał zawsze do moich ulubionych z tego odłamu, do dziś najbardziej cenię sobie „złe” początki inspirowane silnie twórczością Bathory z In the Sign of Evil i Obssessed By Cruelty na czele. Nie gardzę także Agent Orange czy nieco nowocześniejszym Better Off Dead. Ostatnie wydawnictwa natomiast przesłuchałem tylko wyrywkowo, w moim uznaniu zawsze były jakieś niepełne i brakowało mi w nich tego „czegoś”. Na wieść o Genesis XIX w mojej głowie zapaliła się przysłowiowa lampka i jednocześnie pojawiło przeczucie, że tym razem może być inaczej, że to będzie w końcu album dla mnie.
Po wysłuchaniu pierwszego singla nadal byłem dobrej myśli, Sodom & Gomorrah to czysto thrash/black metalowy kopniak, a z całością płyty odbiera się go jeszcze lepiej. Album rozpoczyna Blind Superstition, które swą prostotą i skutecznością musi porwać każdego fana thrash metalu, tak to się robiło i tak powinno się to robić dzisiaj. Parę dźwięków, zmian tempa, ciężar i temat jak dla mnie został wyczerpany. Po Sodom & Gomorrah wchodzi Euthanasia i już wyjaśnia się, czy zespół będzie w stanie utrzymać tempo singla. Okazało się, że tak i to nie tylko w tym utworze, ale i na całej płycie. Odnowiony skład Sodom wymłócił płytę, którą pod względem energii i witalności mogliby nagrać osiemnastolatkowie. Dominują tu szybkie i średnie tempa, przez co materiał wydaje się tryskać młodzieńczą siłą, aczkolwiek jest pozbawiony jej naiwności. Wydaje mi się, że aby nagrać z premedytacją album utrzymany w najlepszych tradycjach zespołu, potrzebna jest duża świadomość i doświadczenie, co zespół ewidentnie udowadnia tym wydawnictwem.
Z grona dobrych kompozycji muszę zwrócić uwagę na jedną, która szczególnie mnie poruszyła, i to w języku niemieckim, za którym nie przepadam w muzyce – Nicht Mehr Mein Land jest klasycznym, death metalowym wałkiem. Kompozycję otwiera blast pędzący na łeb na szyję, by przeobrazić się w miarowy ciężar. Nie wyobrażam sobie setlisty koncertowej pozbawionej tego mordercy.
Nie mam pojęcia jakie były prawdziwe kuluary wymiany pełnego składu kapeli, ale ostatecznie wyszło to na dobre Genesis XIX. Płyta jest równa, ciężko znaleźć na niej słabe punkty. Co prawda jako całość jest przydługawa (56 minut), lecz żadnej z kompozycji nie można zarzucić poważniejszych wad. Szczerze życzę Tomowi, by w przyszłości utrzymał taki poziom, bo wyjątkowo warto czekać na takie kopniaki od starej gwardii.
Ocena: 8/10
- Total Annihilation – „Mountains of Madness” (2026) - 25 lutego 2026
- Casket – „In the Long Run We Are All Dead” (2026) - 25 lutego 2026
- Final Gasp – „New Day Symptoms” (2026) - 24 lutego 2026

