Bycie recenzentem muzycznym w metalowym magazynie to dla mnie nadal ekscytująca podróż. Minęło kilka lat, od kiedy zacząłem kleić słowa dla metalu, a nadal zdarzają się sytuacje i albumy, które dają energię, by nadal siedzieć głęboko w tym fachu. Tekst ten jest właśnie o jednej z emocjonujących płyt, która wpadła w moje ręce w zaskakujący sposób, bo za sprawą OLX… tak, i nie dlatego, że szukałem jej do zakupu. Rozglądałem się za mikrofonem dynamicznym, znalazłem ciekawą ofertę, wymieniłem kilka zdań ze sprzedawcą, po czym dostałem od niego telefon. Podczas rozmowy oczywiście zeszliśmy na tematy muzyczne i okazało się, że mam do czynienia z gościem, który niedawno ze swoim zespołem nagrał oraz własnym sumptem wydał album. Mikrofon kupiłem, a w przesyłce znalazłem rzeczony krążek w formie skromnego digipacku, pozbawionego jakichkolwiek informacji poza nazwą kapeli i tytułami utworów. Ten ascetyzm, jak się okazało, idealnie zgrywa się z materiałem wytłoczonym na srebrnym krążku. Proszę państwa, przed wami Solar Trip i ich debiut, który z angielskiego można określić mianem self-titled.
Płyta projektu trochę czasu już śmiga po rynku, a z opowieści jednego z jej twórców wynikało, że zbiera pozytywne opinie, czemu jako słuchacz absolutnie się nie dziwię. Album jest po prostu dobry: świetnie skomponowany, nieźle nagrany i słucha się go wyśmienicie. Solar Trip rzuca nam krążek-wycieczkę, wycieczkę w dźwięki stonowane, lekko rozmarzone i bardzo przestrzenne. Muzycy poruszają się gdzieś na granicy stoner rocka, southernowych odlotów i postmetalu. Niełatwą sztukę znalezienia dobrze śpiewającego wokalisty zespół obszedł szerokim łukiem, decydując się na muzykę instrumentalną, co uważam za trafny wybór, pomimo że zwykle wolę obecność wokali. Tu jednak wszystko się zgadza, nie ma szans na nudę, kompozycje są interesujące i rozbudowane. Szybsze zrywy urozmaicają liczne przestrzenne loty i wtedy zespół troszkę przypomina mi Moaft czy mistrzów z Pelican lub klasyków z Karma to Burn (choć K2B wypada znacznie ciężej). Do grona inspiracji dodałbym jeszcze Kyuss z ich słynnymi Desert Sessions i ogólny dorobek Joshuy Homme’a. Zdaję sobie sprawę, że powyższe porównania są nieco górnolotne, a przed Solar Trip jeszcze trochę szlifowania, ale jeżeli wpada mi w ręce taki debiut – nie pozostaje mi nic innego, jak go docenić i pokładać wiarę w świetlaną przyszłość autorów.
Niecała godzina albumu mija szybko, pozostawiając słuchacza z pytaniem: to już koniec? Chyba nie ma lepszej recenzji niż stwierdzenie, że pomimo 50 minut płyta pozostawia niedosyt. Jestem również przeświadczony, iż muzyka Solar Trip musi dobrze wypadać na żywo w przydymionych klubach i z dobrą oprawą świetlną. Liczę na możliwość zrewidowania tych przekonań w przyszłości.
Ocena: 8,5/10
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2023, post-metal, post-rock, recenzja, review, selfreleased, Solar Trip, stoner, stoner metal.






