Uwielbiam polski death metal. Bez bicia przyznaję się, że sposób gry i warsztat naszych rodzimych kuców jest najbardziej odpowiadającą mi formą tego gatunku. Co więcej, nie od dziś wiadomo, że mamy solidną elitę w tej kategorii. Bo któż na świecie nie zna takich nazw jak Behemoth, Decapitated, Hate czy Vader ? No właśnie, każdy kojarzy te marki. Oprócz tzw. Światowej ligii mamy przecież wiele znakomitych zespołów, które robią niemały zamęt na naszej ojczystej scenie – Anima Damnata, Deivos, Gortal, Hell-Born czy niedawno przeze mnie opisywany Sceptic. Wśród tej całej śmiercionośnej menażerii, trzynaście lat temu w stolicy przyszedł na świat twór znany jako Sphere.
„Mindless Mass” to trzeci krążek w artystycznym dorobku warszawskich zabijaków. Sam zespół tworzą doświadczeni muzycy znani z takich projektów jak Mastabah, Mesmerized czy Vedonist. Powszechnie wiadomo, że „syndrom” trzeciego albumu jest bardzo często swoistym testem zespołu. Osobiście nie wierzę w scenowe gusła, a w przypadku panów ze Sphere słychać, że mają te przesądy głęboko w poważaniu. Najnowszy album stołecznych death metalowców przynosi nam prawie 50 minut bardzo dobrego materiału. Muzycy nie kryją w swoich kompozycjach fascynacji najlepszymi legendami amerykańskiej sceny jak Nile czy Vital Remains. Istota tego wydawnictwa polega na tym, że całość brzmi po prostu świetnie i nie wprawia w słuchacza w stan muzycznego wynudzenia.
Dla mnie największym plusem „Mindless Mass” jest duża różnorodność kompozycji. Wśród wszystkich czternastu kompozycji mamy do czynienia z naprawdę zróżnicowanym materiałem. Dostajemy przysłowiowe strzały w pysk okraszone blastowymi kanonadami i wręcz motorycznym tempem (Baptism/Golden Calf Sculpture) z drugiej strony możemy zatopić się w monumentalnym klimacie rodem z najnowszych płyt Immolation (Manifesto/Spider’s Web), a także pierwotnych nagrań Deicide (Let To Live). Oprócz tego możemy usłyszeć wpływy takich tuzów jak Morbid Angel (Society Foetus) czy latynoskiego Krisiun (Retalitation). Nie brak tu również polskich akcentów, które mogą przywodzić na myśl już wcześniej wspomnianego lorda z Olsztyna (Red Hood) czy nawet najnowszego albumu Nergala i spółki (Leash z gościnnym udziałem Jacka Hiro). Dla mnie zdecydowanie najmocniejszymi punktami są, wręcz kapitalny, „Spring Lullaby” z bujającymi zwolnieniami, które przywodzą na myśl mały romans z Hatebreed, a także instrumentalny „I Am The Cross”. Ostatni numer na płycie daje wyraźnie do zrozumienia, że takie twory jak Messhuggah czy Gojira są chętnie słuchane przez warszawiaków.
Inną istotną rzeczą jest to co prezentują nam sami muzycy. Z mojej strony mogę powiedzieć, że Dawid Wolański zrobił naprawdę dobrą robotę i nie stara się być kolejnym bulgoczącym, a co za tym idzie niezrozumiałym głosem polskiej sceny death metalowej. Th0rn również daje bardzo dobry popis swojego perkusyjnego warsztatu i ani na chwilę nie spuszcza z tonu. Gitary tną niemiłosiernie jak brzytwy – szybko i boleśnie, a najważniejsze, co chciałem zaznaczyć to, że linia basu jest dobrze słyszalna, a nie gubi się wśród pozostałych instrumentów. Bardzo fajnie, że muzycy postanowili tak poeksperymentować z brzmieniem by każdy z nich mógł pokazać na co go stać.
Podsumowując ten krótki wywód na temat najnowszego krążka Sphere – jestem pod wrażeniem. „Mindless Mass” bez żadnego wstydu można postawić jako kolejny towar eksportowy i reklamujący nasz kraj jako kuźnia death metalowyh talentów. Trzeci krążek „ekipy z Warszawy” to naprawdę dobra dawka ciężkiego łojenia, która nie nudzi,
a co więcej potrafi wywołać uśmiech na twarzy. Uśmiech spowodowany tym, że w naszym kraju są takie zespoły, które grają wręcz na światowym poziomie. Na zakończenie muszę się przyznać, że dopóki nie przyszło mi recenzować tej płyty, nazwa Sphere była mi zupełnie obca. W ramach zadośćuczynienia wypada mi tylko zacytować fragment opisywanej płyty: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”
Ocena: 8/10
- Już niedługo koncert IMPALED NAZARENE w Krakowie - 25 lutego 2026
- Już niedługo WOLVENNEST wystąpi w Krakowie - 6 października 2025
- METAL KOMMANDO FEST VIII: znamy datę i pierwsze zespoły - 18 lipca 2025

